Strona:Wiktor Hugo - Han z Islandyi T.2.djvu/86

Ta strona została przepisana.

podał mu dłoń, nie zauważywszy nawet, że ten nie odpowiedział na jego grzeczność:
— Witam was, hrabio Griffen...
Była to pomyłka skutkiem dawnego przyzwyczajenia, poprawił się więc spiesznie, dodając:
— Witam was, panie Schumacker.
Poczem zatrzymał się, zadowolony i wyczerpany swojem wysileniem.
Nastała chwila milczenia. Jenerał szukał w swej głowie słów dość surowych, które byłyby właściwemi wobec obojętnego zachowania się więźnia.
— A więc — rzekł nakoniec Schumacker — pan to jesteś gubernatorem Drontheimhuusu?
Jenerał zdziwiony, że mu zadawał pytanie człowiek, którego właśnie przyszedł badać, skinął przytwierdzające głową.
— W takim razie — mówił dalej więzień, muszę zanieść skargę do pana.
— Skargę! Jaką? — zapytał Lewin Knud z zainteresowaniem.
Schumacker odpowiedział cierpko:
— Według rozkazu wice-króla, powinienem być wolny i spokojny w tej wieży.
— Znam ten rozkaz.
— A więc, panie gubernatorze, pozwalają sobie niepokoić mnie, wchodzić do mego więzienia.
— Wymień pan tego, który się ośmiela? — zawołał jenerał. — Któż to taki?
— Wy, panie gubernatorze.
Słowa te, wypowiedziane wyniośle, dotknęły jenerała. Odparł przeto prawie z gniewem: