Strona:Wiktor Hugo - Han z Islandyi T.2.djvu/90

Ta strona została przepisana.

wiesz, że Lewin Knud dawał na szpitale w Kopenhadze więcej niż połowę swego dochodu?
— Nie przypuszczałem, abyś pan mógł o tem wiedzieć.
— Otóż to! — zawołał starzec z tryumfem. — Mniemałeś, że go możesz spokojnie oczerniać i lżyłeś przekonany, że nie wiedziałem o dobrych uczynkach biednego Lewina.
— Ale nie, nie...
— Czyż pan sądzisz, że nie wiem i o tem, iż pułk, ofiarowany mu przez króla, odstąpił oficerowi, którego ranił w pojedynku, mówiąc, że tamten był od niego więcej zasłużonym?
— Myślałem, że nikt nie wie o tym jego postępku...
— Powiedz mi więc, panie gubernatorze Drontheimhuusu, czy przez to postępek jego mniej ci się pięknym wydaje? Że Lewin ukrywał swoje cnoty, to jeszcze nie powód, aby mu ich zaprzeczać. Jakże ludzie wszyscy są do siebie podobni! I któż ośmieli się porównywać ich ze szlachetnym Lewinem, który nie mogąc ocalić żołnierza przekonanego, iż chciał go zamordować, wyznaczył pensyę dla wdowy po swoim mordercy?
— A któżby postąpił inaczej?
Schumacker wybuchnął z całem uniesieniem:
— Kto? Pan! Ja sam! Wszyscy ludzie, panie gubernatorze! Że pan nosisz mundur jeneralski i honorowe znaki na swojej piersi, czy dlatego wierzysz w swoje zasługi? Pan jesteś jenerałem, a nieszczęśliwy Lewin umrze jako kapitan. Prawda jednak, że on