Strona:Wiktor Hugo - Kościół Panny Maryi w Paryżu T.I.djvu/71

Ta strona została uwierzytelniona.




III.
Besos para Golpes.

Kiedy Piotr Grintoire przybył na plac de Grève, drżał z zimna jak listek; przeszedł przez most młynarzy, aby uniknąć na moście zamiany chorągiewek Jana Fourbeault, lecz młyny biskupie zmoczyły jego suknie i zdawało mu się, że upadek sztuki jeszcze uczyniły przykrzejszym. Zbliżył się więc z radością do ognia, gorejącego na środku placu, który niezliczony tłum otaczał.
— Przeklęte gawrony! — rzekł do siebie (bo jako dramatyczny poeta lubił monologi) — otóż i ogień obstąpili! Przecież i ja potrzebuję ognia, abym wysuszył zmoczone suknie i wylał wodę z moich butów. Czy go dyabli nadali z młynami? ciekawym, co mu po młynach, czy młynarzem zostanie? Przeklęte gawrony, grzeją się jak w najlepsze — piękny widok!
Bliżej się przypatrzywszy spostrzegł, że koło, otaczające ogień, było większe, niż potrzeba i że nie sama ciekawość oświetlenia była przyczyną tego napływu.