Strona:Wiktor Hugo - Kościół Panny Maryi w Paryżu T.III.djvu/47

Ta strona została skorygowana.
43
KOŚCIÓŁ PANNY MARYI W PARYŻU.

niego talara, którym opłacił Falourdelowę. Tak więc talar jest piekielną monetą.
Ta uwaga rozproszyła wszelkie wątpliwości sceptyków, a nawet Piotra Grintoire.
— Panowie, mamy dowody w ręku, — rzekł adwokat królewski siadając — możemy więc osądzić sprawę Febusa de Châteaupers.
Na to imię obwiniona powstała; głowa jej górowała nad tłumem. Grintoire przerażony poznał Esmeraldę.
Była jak trup bladą; włosy jej, niegdyś ślicznie zaczesane i pełne cekinów, dziś spadały w nieładzie; usta miała zsiniałe i oczy zapadłe... Niestety!
— Febus! — rzekła jakby z obłąkaniem — gdzie on jest? O! panowie, zanim mnie zabijecie, powiedzcie, czy on żyje?
— Milcz! — odpowiedział prezydujący — to do ciebie nie należy.
— Przez litość, powiedzcie, panowie, czy żyje? — powtórzyła, składając wychudzone ręce.
— A więc — rzekł adwokat królewski — właśnie umiera. Czyś zadowolona?
Nieszczęśliwa padła na ławę bez głosu, bez łzy, blada jak figura woskowa.
Prezydujący schylił się ku człowiekowi stojącemu u jego stóp, który miał czapkę złotą i czarną szatę, łańcuch na szyi i laskę w ręku.
— Odźwierny! każ wprowadzić wspólniczkę obwinionej.
Oczy wszystkich zwróciły się ku małym drzwiczkom, z których wyszła koza ze złoconemi kopytka-