Strona:Wiktor Hugo - Kościół Panny Maryi w Paryżu T.III.djvu/71

Ta strona została skorygowana.
67
KOŚCIÓŁ PANNY MARYI W PARYŻU.

ustannie po moich książkach, czując cię zawsze przy sobie — we śnie i na jawie, chciałem cię znowu widzieć, dowiedzieć się kto jesteś, może roztrzaskać moje marzenia o rzeczywistość. Zawsze sądziłem, że nowe wrażenie zagładzi pierwsze, a pierwsze było dla mnie nieznośnem. Szukałem cię — i widziałem. Nieszczęście! widząc cię dwa razy, chciałem cię widzieć tysiące, zawsze. Wtedy... ale jak odmalować drogę do piekła? wtedy nie mogłem sobą zawładnąć. Stałem się podobnym tobie: nieczynnym, włóczącym się ustawicznie. Szukałem cię po placach, po ulicach, z wysokości mej wieży. Każdego wieczora powracałem do siebie coraz bardziej oczarowany, coraz więcej rozpaczający i opętany.
„Dowiedziałem się, żeś cyganka, jakże miałem wątpić o czarach? Słuchaj. Sądziłem, że proces uwolni mię od czarów. Podobna tobie oczarowała Brunona d’Ast; kazał ją spalić i to go uleczyło. Wiedziałem o tem i chciałem spróbować podobnego lekarstwa. Najprzód kazałem ci zabronić tańczyć na placu Panny Maryi, sądząc, że cię prędzej zapomnę, nie widząc. Nie zważałaś na to i przyszłaś. Wtedy opanowała mię myśl porwania ciebie. Właśnie miałem wykonać ten zamiar, gdy przybył ten nędznik, oficer, który ciebie uwolnił, i w ten sposób dał początek twojemu, swojemu i mojemu nieszczęściu. Nie wiedząc nakoniec, co z tobą mam począć, zaskarżyłem cię do sądu. Myślałem, że będę uleczony jak Bruno d’Ast; liczyłem na to, że cię w więzieniu posiądę, że stąd wymknąć mi się nie zdołasz. Kiedy kto robi złe, niech robi do końca. Szaleństwem byłoby zatrzymywać się w poło-