Strona:Wiktor Hugo - Kościół Panny Maryi w Paryżu T.IV.djvu/116

Ta strona została skorygowana.
116
WIKTOR HUGO.

Pustelnica zbladła.
— O! nieba! co mówisz? zapomniałam, że cię ścigają!... Cóżeś takiego uczyniła?
— Nie wiem zupełnie — odpowiedziała biedaczka — ale skazano mię na śmierć.
— Na śmierć! — powtórzyła Gudula, chwiejąc się, — na śmierć! — i wlepiła oczy w swą córkę.
— Tak, moja matko, chcą mię zabić. Ta szubienica to dla mnie. Ukryj mię, ukryj! ratuj! — wołała przerażona dziewczyna.
Pustelnica, jakby skamieniała, stała chwil kilka nieruchoma, później na znak powątpiewania potrząsnęła głową i roześmiała się głośno, ale tym swoim śmiechem dawnym, przerażającym:
— Ha! ha! ha! To sen, co mi tam bajesz! Utraciłam ją przed piętnastu laty i dzisiaj, kiedy taka piękna, tak wyrosła, kiedy mię kocha, mają mi ją odebrać! O! to niepodobna! na to Bóg nie pozwoli.
Wojsko się zatrzymało i słychać było głos oddalony.
— Tędy, panie Tristanie! Ten czarny powiedział nam, że ją w Szczurzej-Jamie znajdziemy.
I znowu zatętniły kopyta.
Pustelnica wyprostowała się i krzyknęła przeraźliwie:
— Uciekaj, uciekaj! moje dziecię. To ciebie szukają, to ciebie chcą zabić! To prawda. Okropność! Przekleństwo!
Wytknęła głowę okienkiem i wnet ją cofnęła.