Strona:Wiktor Hugo - Kościół Panny Maryi w Paryżu T.IV.djvu/22

Ta strona została skorygowana.
22
WIKTOR HUGO.

Pewnego wieczora, kiedy na gaszenie ognia dzwoniono w całym Paryżu, patrole, gdyby im było wolno wejść w straszny Okręg-Cudów, mogłyby zauważyć, że w szynku truandów większy był jeszcze hałas niż zazwyczaj, że w nim pili i klęli jak nigdy. Zewnątrz szynku stało kilka grup rozmawiających cicho, jakby się na co zmawiali, a tam i ówdzie jaki łotr ostrzył nóż na bruku.
W samym szynku wino i gra tak mocno mąciły myśli, że trudno się było dowiedzieć, o co rzecz idzie. Tylko pijacy mieli weselsze twarze niż zwykle, i przy każdym u nóg wlekł się coraz inny rodzaj broni.
Sala okrągła, obszerna, pełna była stołów, a przy nich pijaków; wszystko zaś w niej było — mężczyźni, kobiety, ławy, flaszki, dzbany, i wszystko co piło, co spało, co grało, zdrowi, chorzy, tak byli z sobą zmieszani, jak kupa muszli. Na stołach paliło się kilka świec, lecz prawdziwem oświetleniem szynku był ogień, na kominku płonący. Piwnica ta była tak wilgotną, że nigdy w niej nie gaszono ognia, nawet w lecie; komin zaś był ogromny, z kapą, pełen żelastwa kuchennego i rozmaitego drzewa. Wielki pies, siedzący poważnie w popiele, na ogromnym rożnie obracał mięso.
Jakkolwiek wielki był nieład i zamęt na pierwszy rzut oka, w szynku można było rozróżnić trzy grupy, otaczające trzy znakomite osoby, które już zna czytelnik. Jedną z tych osób, dziwacznie we wschodni strój ubraną, był Maciej Hungadi Spicali, książę egipski. Siedział on na stole, mając nogi nakrzyż złożone, rękę wzniesioną, i donośnym mówił głosem. Druga gromada skupiała się około króla Tunów, uzbro-