Strona:Wiktor Hugo - Kościół Panny Maryi w Paryżu T.IV.djvu/23

Ta strona została skorygowana.
23
KOŚCIÓŁ PANNY MARYI W PARYŻU.

jonego aż po uszy. Clopin Trouille-fou z miną poważną i przyciszonym głosem rozporządzał się zawartością ogromnej skrzyni, pełnej broni, skąd wyglądały siekiery, topory, miecze, piły, młotki, oskardy, jak jabłka i winne grona z rogu obfitości. Wszyscy uzbrajali się, nawet dzieci. Trzecie zgromadzenie, najhałaśliwsze i najweselsze, zajmowało stoły i ławy, wpośrodku zaś niego prawił i klął głos, wychodzący z pod kompletnego uzbrojenia. Osoba, która się tak ubrała w strój wojenny, znikła w nim zupełnie, i tylko widać było jej nos zadarty, czerwony, włosy jasne i małe ruchome oczki. Miała ona u boku szeroki miecz, zardzewiałą kuszę i ogromny dzban w ręku. Wszystko, co ją otaczało, śmiało się, piło i klęło.
Dodajmy do tego ze dwadzieścia grup drugiego rzędu, chłopców i dziewczyny, roznoszących trunki, grających, kłócących się, a będziemy mieli pojęcie o tym tłumie, którego cienie w tysiącznych formach odbijały się na ścianie.
Co zaś do hałasu, byłoto coś w rodzaju wielkiego rozbujanego dzwonu.
Rynka, pełna tłustości, skwierczeniem swojem mieszała się do rozmów, które jedne drugie głuszyły.
Pomiędzy tą hołotą, w głębi szynku, na ławie, blisko komina, siedział zamyślony filozof, trzymając nogi w popiele, a oczy utkwiwszy w palących się głowniach. Byłto Piotr Grintoire.
— Dalej, prędzej! śpieszmy się z uzbrojeniem! trzeba za godzinę wyruszyć — mówił Clopin Trouille-fou do swoich argotczyków.