Strona:Wiktor Hugo - Kościół Panny Maryi w Paryżu T.IV.djvu/67

Ta strona została skorygowana.
67
KOŚCIÓŁ PANNY MARYI W PARYŻU.

— Proszę mówić otwarcie, bez sekretów!
Kum Coictier oniemiał ze zdziwienia.
— Więc, — począł król — więc... niechże waszmość opowiada... Ma się tam ku niezadowoleniu pomiędzy gminem sławetnego naszego miasta Paryża?
— Tak jest, Najjaśniejszy Panie.
— Które wymierzonem jest, powiadasz waszmość, przeciwko J. W. Staroście Pałacu-Sprawiedliwości.
— Niby, w gruncie, pozory takie... — odpowiadał kum, wciąż jeszcze łapiąc język w gębie, oszołomiony nagłą i niespodziewaną zmianą w myślach i tonie króla.
Ludwik XI ciągnął:
— A gdzie, mówisz, czaty spotkały zbiorowisko?
— Po drodze od wielkiej Truanderyi ku mostowi Zamiany. Sam ja także natknąłem się na rebelię, idąc tu z polecenia Waszej Królewskiej Mości. Słyszałem jak niektórzy krzyczeli: Na postronek starostę pałacowego!
— I jakieżby ich były urazy względem J. W. Starosty?
— Ba! — odrzekł kum Jakób — uraza jedyna, że jest ich władcą.
— Doprawdy?
— Tak jest, Najjaśniejszy Panie. Są to włóczęgi i trutnie z Okręgu-Cudów. Oto już od niepamiętnych czasów skarżą się na Pana Starostę, którego są poddanymi. Nie chcą nad sobą uznawać ani jego sądów, ani jego rządów.
— Ehe! — rzekł król.
Zacierał dłonie i śmiał się, śmiechem owym wewnętrznym, który na twarzy błyska; nie mógł ukryć