Strona:Wiktor Hugo - Kościół Panny Maryi w Paryżu T.IV.djvu/96

Ta strona została skorygowana.




VII.
Châteaupers na wyprawie.

Zapewne pamięta czytelnik przykre położenie, w jakiem zostawiliśmy Quasimoda. Biedak, obskoczony ze wszech stron, jeżeli nie postradał odwagi, stracił wszelką nadzieję ocalenia cyganki. Biegał po galeryi jak szalony. Kościół Panny Maryi miał być wzięty przez truandów. Nagle tentent koni rozległ się po ulicach sąsiednich i wkrótce kolumna jazdy wbiegła na plac, jakby huragan.
— Dalej, naprzód! — zawołał dowodzący.
Truandowie struchleli.
Quasimodo, nie słysząc, widział gołe pałasze, pochodnie, lance, całą jazdę i na jej czele kapitana Febusa; po nieporządku truandów poznał jednych przestrach, pomieszanie drugich, i, nową natchnięty siłą, znowu kilku oblegających, którzy się na galeryę dostawali, zepchnął.