Strona:Wiktor Hugo - Kościół Panny Maryi w Paryżu T.IV.djvu/97

Ta strona została skorygowana.
97
KOŚCIÓŁ PANNY MARYI W PARYŻU.

W rzeczy samej byłyto wojska królewskie.
Truaudowie bronili się z rozpaczą. Wzięci zboku i ztyłu jednocześnie, oblegający i oblężeni, byli w podobnem położeniu, co w roku 1640 Turyn, który Tomasz Sabaudzki oblegał, a markiz Leganez blokował.
Bój był straszny. Kawalerya królewska, w pośród której mężnie się odznaczał kapitan Febus de Châteaupers, wszystko rąbała w sztuki. Truandowie, źle uzbrojeni, pienili się ze złości i kąsali. Mężczyźni, kobiety, dzieci, rzucali się na konie i zębami gotowi byli je rozszarpywać. Inni pochodniami palili twarze łuczników. Inni osękami z koni ściągali jeźdźców. Walka była okropną!... Zauważono nawet jednego, który kosą podcinał nogi koniom. Śpiewał on przez nos, idąc, i wkoło kosą wywijał. Ze spokojem dostał się w sam środek jazdy, i ciął wolno i regularnie, jak kośbiarz na polu. Byłto Clopin Troille-fou. Poległ od kuszy.
Oblężeni pierzchać poczęli. Pootwierały się okna i sąsiedzi, słysząc, że wojsko królewskie wmieszało się w tę sprawę, ze wszystkich pięter sypnęli na żebractwo kulami. Obszar przedkatedralny pełen był dymu i kurzu.
Truandowie nakoniec ustąpili. Zmęczenie, przestrach, brak dobrej broni, niespodziany napad, strzały z okien, śmierć Clopina, wszystko ich pokonywało. Trzeba było ustąpić. Udało im się nakoniec przerwać jedną z linij oblegających i uciekać poczęli we wszystkich kierunkach, zostawiając na placu gromady poległych.