Strona:William Shakespeare - Dramata Tom II tłum. Komierowski.djvu/13

Ta strona została przepisana.
11
ODSŁONA I. SPRAWA II.

I Galloglasów; a Fortuna patrząc
Na niecny zamach, wdzięczyła eię zdrajcy,
Jak zalotnica. Lecz próżne zabiegi;
Bo dzielny Macheth, (jemu owo miano
Słusznie należy); pogardził Fortuną;
A jak druch męztwa, z podniesionym mieczem,
Dymiącym parą jego krwawych sądów,
Póty na pował roztwierał zastępy,
Aż spatrzył wroga;
A nim dłoń cofnął i nim go odstąpił,
Pierw go przedzielił od kręgów do szczęki,
I utkwił zbrodnia łeb na naszych basztach.

DUNCAN.

Mężna krwi nasza! szlachetny rycerzu!

RYCERZ.

A jako razem z pierwszym brzaskiem słońca,
Powstaje burza ciężarna piorunem;
Rozmiata statki; tak z jednego stoku,
Z którego szczęście miało na nas spłynąć,
Nieszczęście spadło. Słuchaj, Królu Szkocji,
Zaledwie prawość, mężną zbrojna piersią
Wskok parła rączych Kernów do ucieczki,
Gdy wódz Norwejski, upatrując korzyść,
Ze świeżym ludem, połyskliwą bronią,
Wznowił natarcie.

DUNCAN.

Czy to nie ulękło
Naszych Hetmanów, Machetha i Banqua?

RYCERZ.

Właśnie ulękło ich jak orła, w róbel,
Albo lwa, zając. Jeźli rzec mam prawdę,