Strona:William Shakespeare - Dramata Tom II tłum. Komierowski.djvu/43

Ta strona została przepisana.
41
ODSŁONA II. SPRAWA II.
LADY MACBETH.

Tak się nie wgłębiaj w to.

MACBETH.

Dla czegóż Amen, wymówić nie mogłem?
Czułem potrzebę wielką miłosierdzia,
A jednak Amen, zaparło się w krtani.

LADY MACBETH.

Gdyby te sprawy przyszło brać tak ściśle,
To by nas mogły przywieść do szaleństwa.

MACBETH.

Tak mi się zdało, że słyszę wołania:
Nie spijcie dlużéj! Macbeth sen morduje;
On sen niewinny, sen który nawija
Rozsnute pasmo trosków, który grzebie
Codziennie życie; topi ciężkie znoje,
W myśl ranną leje balsam pocieszenia;
Sen, wtórą wielkiej natury zastawę,
Najlepsze danie na godach żywota.

LADY MACBETH.

Cóż za marzenia?

MACBETH.

Wciąż po całym gmachu
Wołało: Dłużéj nie spijcie już! Glamis
Sen zamordował; dla tego leż Cawdor
Nie uśnie więcéj; Macbeth już nie uśnie!

LADY MACBETH.

Cóż tak wołało? o mój zacny Thanie,
Szlachetny umysł twój schorzałe myśli
Rozprzęgły całkiem. — Idź: zaczerpniéj wody,
I opłócz z rąk twych plugawe świedectwo. —