Ta strona została uwierzytelniona.
Czułem: gdyby pokazał się był jeden jeszcze
Podobny kmotr plugawy, pokumany z piekłem,
Wstrętny Feniks — sam sobie syn i ojciec — kleszcze
Śmierci by mię zdławiły! Więc jak tchórz uciekłem —
Obłędnie, niby pijak, któremu się dwoi;
Drzwi podparłem, jak skąpiec, co ukrywa złoto,
Drżąc jak w febrze, piekielnych pełen niepokoi
Tajemniczością zjawy tknięty i głupotą!
I napróżno rozsądek chciał pochwycić wodze:
Burza huczała w głowie. w powale i łożu;
Dusza, jak stara barka wirowała srodze
Bez masztów, steru — po złem i bezbrzeżnem morzu.