Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/177

Ta strona została uwierzytelniona.

grot, którego nie czuła. Obsypywała Zadiga podarkami, w które wchodziło więcej tkliwości niż sama myślała; mniemała iż przemawia doń jedynie jako zadowolona z usług królowa, ale niekiedy wyrywał się jej akcent rozkochanej kobiety.
Astarte była o wiele piękniejsza niż owa Semira tak nienawidząca jednookich, i niż ta druga, tak pohopna do ucięcia nosa mężowi. Poufałość Astarty, czułe półsłówka którym coraz częściej towarzyszył rumieniec, spojrzenia które pragnęła odwracać a które topiła w jego oczach, rozpaliły w sercu Zadiga zdumiewający dla niego samego ogień. Walczył z sobą; przywołał na pomoc filozofię, która tylekroć była mu pomocą; ale przyniosła mu jedynie poznanie, a żadnej ulgi. Obowiązek, wdzięczność, pogwałcenie najwyższego majestatu nastręczały się jego oczom niby bogowie mściciele; walczył ze swą namiętnością, święcił nad nią tryumfy; ale zwycięstwo to, które trzeba było ponawiać raz po razu, wydzierało mu łzy i jęki. Nie śmiał już mówić do królowej z ową miłą swobodą która miała dla obojga tyle uroku; oczy jego przesłaniały się mgłą; słowa były wymuszone i bezładne. Spuszczał oczy; kiedy zaś, mimowoli, spojrzenia jego obracały się ku Astarte, spotykały źrenice królowej zwilżone łzami, a zarazem strzelające płomieniem. Zdawało się, iż mówią sobie wzajem: „Ubóstwiamy się, a lękamy się naszej miłości; płoniemy oboje ogniem, który potępiamy jako zbrodnię“.
Zadig wychodził od królowej nieprzytomny, obłąkany, z sercem dławionem przez ciężar którego nie