Strona:Wspomnienia z maleńkości.djvu/51

Ta strona została uwierzytelniona.


WITUŚ — Urywanemi, pojedyńczemi wyrazami — opowiada. Bez przejęcia, monotonnie. Czasem niespokojne wejrzenia.

STEFAN — monotonnie, głosem sennym, — miarowo, opowiada. Żadnego żywego błysku w twarzy, w oczach. Lubiłby opowiadać dużo. — Chciałby na pamiątkę to wszystko spisać.

MIRUŚ — cicho na palcach podchodzi. Nie mówi, tylko patrzy na drzwi, uśmiecha się, zaciera ręce. — „Chciałbyś, żeby drzwi zamknąć na klucz, by nikt nie przychodził?“ — Tak. — Kiwnięcie główką, nieśmiały uśmiech. Gdy zaczyna opowiadać, głos z cichutkiego staje się coraz donioślejszy, wreszcie nienaturalnie głośny. — (Charakterystyczne powtarzanie poraz drugi wyrazów, na które chce silniejszy nacisk położyć). Nieśmiałość swą — opowiadając — zatraca. Staje się głośnym, figlarnym chłopakiem, uśmiecha się opowiadając, śmieje się do tego co było. Żywa gestykulacja.
Pytam go: może narysować chcesz obrazek do opowiadań? — Dobrze, odpowiada z prostotą, niech pani da mi papieru. Wziął papier — usiadł przy stołeczku i w kwadrans potem obrazek gotowy. Poważnie, bez zażenowania dał objaśnienia.

(11 lat).

OLESIA — Twarzyczka surowa, ani jednego uśmiechu. Surowo, zdecydowanie opowiada samej sobie. Cały czas patrzy w okno. Zupełnie nie interesuje się, czy zdążyłam zapisać, czy nie. Mówi — jednym ciągiem — bez przerwy.
Skończyła — i bez słowa — z surową powagą wyszła.

WIKTOR — Z żartobliwym uśmiechem.

HENIA — Drażliwe wspomnienia według sądu człowieka dorosłego. Dla niej — miłe — bo tajemnicze, niezwyk-