Strona:Wspomnienia z mego życia (Siemens, 1904).pdf/22

Ta strona została uwierzytelniona.


przed oczami naszemi roztaczał obrazy własnego naszego życia w przyszłości: jak to pracą i dzielnością ducha wzniesiemy się na wybitne stanowiska obywatelskie, jak będziemy w możności od rodziców naszych usuwać wszystkie troski, których wówczas właśnie nie brakowało przy gospodarstwie. To znów w jak smutne możemy popaść położenie, jeżeli ustaniemy w pracy i nie potrafimy się oprzeć pokusom, ciągnącym nas ku złemu. Niestety, ta szczęśliwa epoka mojej młodości trwała krótko, niespełna rok. Sponholz podlegał częstym napadom melancholii, które po części wypływały z jego zwichniętej karyery duchownej, a po części z przyczyn dla nas, dzieci, nierozumiałych. W jednym z takich paroksyzmów, podczas ciemnej zimowej nocy, wyszedł z domu z fuzyą na ramieniu i po długich poszukiwaniach znaleziono go w oddalonem pustem miejscu z głową roztrzaskaną. Boleść nasza po stracie ukochanego nauczyciela i przyjaciela była bez granic. Miłość i wdzięczność dla niego zachowałem po dziś dzień.
Następcą Sponholz’a był człowiek starszy, który oddawna w różnych szlacheckich domach zajmował posadę nauczyciela. Na każdym niemal punkcie stanowił kontrast ze swoim poprzednikiem. Jego system wychowawczy był oparty na formalistyce. Przedewszystkiem wymagał od nas posłuszeństwa i przyzwoitego zachowania się. Na lekcyach musieliśmy uważać, zadania nasze pilnie odrabiać, na spacerze spokojnie mu towarzyszyć, a po zatem nie naprzykrzać mu się. Biedny człowiek był schorowany i po dwóch latach umarł u nas na suchoty. Nie potrafił ani nas kształcić, ani zachęcić do pracy; i gdyby nie trwały wpływ tego jednego roku, spędzonego pod kierunkiem Sponholz’a, cały ten czas byłby stracony zarówno dla mnie, jak i dla Hansa. Co do mnie, to Sponholz tak głęboko mi wraził chęć do nauki, do spełniania swego obowiąz-