Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.X.djvu/108

Ta strona została skorygowana.

100
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

rzekł w duszy kawaler Athanazyusz, uczy, naprawia, zniewala, i wszelkiego dobrego jest początkiem. A zatém poczniéjmy od niego.” Ukazał się więc Janowi auczyciel w postaci zatabaczonéj karykatury Jowisza Olimpijskiego. Spojrzenia, gesta, rady tak śmieszną były przybrane powagą, że patrząc na nie obcy polegali od śmiechu.
Jasia dziwił wielce ten mistrz, o którym z góry miał najwspanialsze wyobrażenie. Z początku uwierzył w niego zupełnie, ale prędko naturalny rozsądek wskazał mu nicość człowieka, który dla dziecka nawet nie potrafił ukryć potężnéj głupoty swojéj, na wszystkie strony wylewającéj się jak z dziurawego naczynia napróżno drótem umocowanego. W przekonaniu, że się czegoś nauczy, Jaś postanowił słuchać i pracować. Niewiele może ufał mistrzowi, ale więcéj rachował na wzory i wprawę samą. Zdrowy rozsądek dziecka powiedział mu, że pracą dochodzi się wszystkiego, że żadna nie jest bez korzyści. Szyrko zaś sam niewiele umiejąc, a prócz mechanicznéj wprawy i pewnéj jednostajnéj maniery żadnéj myśli i tajemnicy w sztuce nieumiejący się domacać, psuł raczéj niż poprawiał i prowadził ucznia. Dla niego jeszcze sztuka ograniczała się rzemiosłem.
Życie mistrza było jedném z najprozaiczniejszych w świecie. Obrał on sobie mieszkanie za Ostrą Bramą w jednym z tych domów świeżych, niezamieszkanych, ledwie przeschłych, i przez to samo, że nowych, nielitościwie nagich i nudnych. Wszędzie gdzie noga stąpiła, zdawała się pierwsza zdobywać miejsce. W naturze, utworze Boga, pustynia jest zachwycającą i rozkoszną; w dziele ludzkiém dziewiczość ta przez brak wspomnień staje się nagością zimną i smutną. Dzieło