Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.X.djvu/229

Ta strona została skorygowana.

221
SFINKS.

stroiła się jak Włoszka w kraśne gdyby Cyganka płachty, ulubione dzieciom Południa i Wschodu, w złociste świecidełka, bursztyny, korale, łańcuchy; nawet z tém ładnie jéj było.
Różnemi sposoby Angiolina próbowała Jana, to weselem, to rozpustą, to smutkiem, to rozpaczą udaną, to drażniąc go wzrokiem, to jątrząc pocałunkiem; nic jednak nie pomagało.
Raz wieczorem — a był to wieczór tęskny, cichy, smutny — usiadła mu na kolanach (Annibala nie było). Poczęła szeptać jak dziecię pieszczone, czystą udawać i skromną. Poczęła potém milcząca policzek gorący przykładać do jego twarzy, obejmować go rękami za szyję i... zapłakała. Nie wiem co jéj te łzy wycisnęło. W szeptach cichych głos Angioliny był tak uroczy i dźwięczny! Jan usłyszał w nim jakby dalekie echo rozmowy z Jagusią, coś podobnego do głosu dziewczęcia swojego, i ucałował łzą oblane policzki. Poczuwszy usta jego na swéj twarzy, Włoszka chwyciła go nawzajem, zjadając pocałunkami, przyciskając piersią wzdętą i marmurowemi ramiony. Ale ten wyskok czułości szalonéj, zamiast oszalić Jana, rozbił urok, co go otaczał. Wyrwał się i uciekł od niéj. Angiolina w gniewie szukała noża, aby go zabić, lecz nie znalazła pod ręką. Nadszedł Annibal. Nazajutrz rozpoczęła znowu oblężenie.
Czemuż człowiek tak słaby? czemu dla niego tak łatwy niepowrotny upadek, którego płacze bezsilnemi łzami? Wkrótce Annibal śmiał się z upokorzonego Jana i zwycięzkiéj Angioliny, która chodziła w tryumfie, jakby jéj kto koronę na głowę włożył. Wenecyanin poznał od razu, co ją tak uszczęśliwiło, rozpromieniło i zrobiło dumną.