Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.X.djvu/232

Ta strona została skorygowana.

224
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

skiemi oczyma, bez wielkiego wyrazu, Jeremiasz był poczciwy chłopak, a choć protestant, nie sceptyk, nie racyonalista, nie szyderca. Owszem był pobożny i czuły; najlepsze w nim serce kryło się pod pozorem flegmy, oziębłości; a często oko szkliste i zimne pozornie, zwilżało się łzą, któréj źródło on znał tylko. Jan kochał go i sympatyzował z nim; Annibal śmiał się z niego, ale go oceniał. Zbliżały ich niektóre prawdy, na które filozof i protestant godzili się przeciwko katolicyzmowi.
Angiolina podniosła trochę głowy z ramienia Wenenecyanina, spojrzała i cicho szepnęła:
— Jeremi i Martin!
— A! witajcież! zawołał Annibal, powstając ze wschodów nagle i wyciągając dłoń. Jak się macie? gdzie idziecie? Przerwaliście Janowi lnianą przędzę jego, którą obwija, nie wiem, przeszłość, teraźniejszość czy przyszłość. Dumał jak muł (przepraszam), gdyście przyszli.
Jan uśmiechnął się trochę złośliwie, i podał dłoń Jeremiaszowi.
— Jak się macie? jak się macie?...
— Po co pytać? któż chorym może być w Rzymie? odparł poważnie Martin. Myśl daje tu siły, zajęcie, zdrowie, nie ma czasu słabnąć i chorować. Lecz do rzeczy. Słuchajcie! chcecie jutro być z nami?
— Gdzie jutro? spytał Annibal: czy na jakiéj willi, czy przejażdżce w okolice, czy może w jakiém starém zwalisku, pod którego ruiną Martin odgrzebie myśl zaspaną od lat tysiąca i kartkę dziejom wydartą?
— W wielkiém zjawisku — kolebce, w Katakumbach, odrzekł Martin. Dość już pogańskiego świata; chcę zbadać tę nić, co łączy dwie sztuki, dwa światy,