Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.X.djvu/237

Ta strona została skorygowana.

229
SFINKS.

gielska filozofia materyalizmu przekręciła w najsceptyczniejszy sposób. Angielka, w duszy artystka, cała żyła sztuką, od dawna nie oddalała się już z klassycznéj ziemi włoskiéj, czas swój dzieląc i godziny zupełnie swobodne między malowanie a czytanie dzieł, co ją postawiły na najwyższym szczeblu niewiary. Wierzyła tylko w teraźniejszość, w życie; przypuszczała coś nakształt duszy, ale oburzała się zarówno na tak zwane przesądy religijne i przesąd nieśmiertelności po zgonie. Z wielu innymi dawniejszych i nowszych czasów marzycielami, wolała przypuszczać metampsychozę.
— Żyć, użyć, zapłakać, pokochać, umrzeć! mówiła do Jana z żywością kobiety, któréj pilno pokazać swe myśli: — a potém zostać zapomnianym i drugim miejsca ustąpić. A może, może, odrodzić się robaczkiem, muszką, lub jeszcze człowiekiem...
Jan słuchał jéj osłupiały.
— Czytałeś pan Spinozę? spytała go po chwili.
— Nie, odparł Jan. Ja jestem z kraju pobożności i wiary, z kraju katolicyzmu starego; ledwie tutaj spotkałem się z wątpliwością, sceptycyzmem i filozofią; tu dopiero oswoiłem się z niemi. A szczerze lękam się ich, krwawią mi serce.
— Tak, dodała miss Rosa: kiedy ślepemu zdejmują kataraktę, boli go także, on się także lęka; lecz późniéj oswaja się ze światłem i cieszy niém.
Jan westchnął.
— Pani! rzekł: wyzuć się z nieśmiertelności, zrzec przyszłości, zrzec nieba i nadziei niełatwo.
— Człowiek jest śmiertelny, ludzkość nieśmiertelna, człowiek żyje w ludzkości zawsze. Zresztą nie przemawiaż do pana stara idea metampsychozy?
Jan potrząsł głową; zamilkli znowu; lecz Rosa