Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.X.djvu/304

Ta strona została skorygowana.

296
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

— Jak to! zupełnie nikogo? zawołała z niejaką radością: zupełnie nikogo?
— Matka moja umarła niedawno, noszę po niéj żałobę. Był to ostatni węzeł łączący mnie z ludźmi. Teraz jestem zupełnie sam.
— Biedny! przerwała. Więc i wy umiecie kochać? Nie jestem więc w kraju zupełnie z uczuć ogołoconym? dodała, widząc łzę w oku Jana. Ja nie znałam matki!
Spuściła głowę, ale rychło ją podniosła, uśmiechając się.
— Jestże życie bez uczucia? odparł malarz.
— A! dość na dziś! zerwała się kasztelanowa: dosyć roboty! dosyć siedzenia! Chodź pan, pokażę mu nasze obrazy. Ciekawyś?
Jan porzucił pendzle, okrył trójnóg i poszedł za nią posłuszny.
Powolnym krokiem przeszła pani po pokojach, uprzedzając go i wskazując mu kilka płócien francuzkiéj szkoły Lesueur’a, Valentin’a, Poussin’a, portrety Largirier’a, które przywiozła z Francyi. Jan, który Lesueur’a zwłaszcza cenił wysoko, unosił się nad śliczną kopią sławnego obrazu jego, świętego Brunona, pełnego uczucia, pełnego wdzięcznéj a surowéj prostoty.
— Pokażesz mi pan jaką swoją robotę?
— Po większéj części przywiozłem z Włoch ogromne obrazy, które przenieść trudno, rzekł Jan; a przytém nie wiem prawdziwie, czy warte są pokazywania.
— Poznałeś pan mego Lesueur’a, mojego Poussin’a; nie wątpię teraz, że musisz pięknie malować. Chcę widzieć koniecznie jego roboty, proszę mi zaraz przysłać jedną z nich. Zaraz, zaraz! dodała nastając.