Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.XI.djvu/38

Ta strona została skorygowana.

30
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

rzeniem pałającém. Jutro wypada mi odjechać, a więc...
— Każę zabrać tę głowę, aby tu nie zaschła, rzekł Mamonicz.
Odchodził już, gdy w progu spotkał się ze wzrokiem czulszym, namiętnym a razem rozpaczliwym prawie. Lecz ruszył tylko ramionami i odszedł.
Po tém posiedzeniu, które dość długo trwało, powrócił do domu zmęczony, złamany i musiał się położyć. Silny ten człowiek, czuł się przecię poruszony także, i pojmował teraz całą historyę Jana.
— A co? spytał go malarz.
— Co? czuję, że dłużéj tam chodząc, oszalałbym także od wzroku, którego i na mnie biednym próbuje. Ale miałem dość siły na dzisiaj, odegrałem kemedyę i pomściłem się za ciebie.
— Jak?
— Wytłómaczyłem kasztelanowéj, żeś ty jéj wzrok studyował do obrazu Aspazyi; wścieka się teraz na ciebie. Odmalowałem cię szydercą nielitościwym, skrytym i zimnym. Nienawidzieć cię musi. Więcéj tam nie pójdę. Zdaje mi się, że ona dała także mi urlop nieograniczony jako niedźwiedziowi nieokrzesanemu. Życie spędziłem, nie znając ile uroku daje kobiecie strój piękny, ułożenie wdzięczne i atmosfera bogactwa a zbytku otaczająca ją dokoła. Znałem kobiety jak je stworzył Bóg, nie jakiemi je uczynił świat, ludzie i towarzystwo cywilizowane. Czuję, że u nóg téj nowéj dla mnie i nieznanéj kobiety mógłbym poledz. Gdybym zaś kochał, to raz na zawsze, na wieki. Nie chcę próżno narażać się na niebezpieczeństwo, gdy o niém nie wiem. Dla ciebie nawet nie uczynię tego, nie pójdę!... Nie wiem czy znasz — dodał zamyślony