Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.XI.djvu/43

Ta strona została skorygowana.

35
SFINKS.

rzuci, niż ten ideał fałszu, kobiety bez serca, rodzaj ożywionego posągu, któremu nie potrafię być Pigmalionem, a cierpiećbym dla niego musiał!
To powiedziawszy, Tytus podniósł twarz, na któréj malowało się wzruszenie głębokie.
— Przepraszam cię, Janie!
— To ja ciebie raczéjbym powinien.
— Niech kasztelanowa szuka celu dla swych pocisków gdzie chce, my usuńmy się obadwaj. To kobieta bez serca, powtarzam. Strzela na ptaszki, próbując czy broń jéj dobrze bije; a padnie kto pod ciosem, cóż jéj to?... Chodźmy do Jagusi, to nas uspokoi.
Na drodze ku mieszkaniu doktora, spotkali go w zwykłéj sukni czarnéj i ogromnym kapeluszu. Powitał ich z miną wesołą. Tytus śpieszył mu opowiedzieć o poczętém popiersiu.
— Tak! tak! poważnie odezwał się doktor Fantazus. Taż sama, słowo w słowo, którą znałem na dworze nieboszczki Kleopatry, taż sama. Ale jest na nią sposób.
— Jaki?
— Mówiłem wczoraj: wzgarda i szyderstwo. Jedyny otwór do jéj serca tą drogą prowadzi, ktoby tego serca zażądał.
— Maż ona serce?
— Ma! ale widzicie, serce sercu nierówne. Robiliśmy z Galenem doświadczenia nad sercami ludzkiemi. Nie uwierzycie, jaka w nich rozmaitość! Nie tak różne są nosy, usta i twarze. Są serca wielkie, serca małe, ciasne, wysokie a wązkie, szerokie a nizkie, okrągłe, kwadratowe, trójkątne, gwiaździste, twarde i miękkie, gąbczaste i t. d., i t. d. Zdarzało mi się