Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.XI.djvu/51

Ta strona została skorygowana.

43
SFINKS.

córki tu nigdy nie wprowadzam. Na co jéj brudne tajemnice życia! Biedny, kto w nich się zakopać musi! w cudze kiszki zagląda, a swojemi trawić nie może. Przyrodzenie straszne jest, poczwarne często naszym oczom a piękne; lecz piękności w poczwarach i nieudanych jego płodach dojrzy tylko oko mędrca. Młodości dość jest widzieć wszystko po wierzchu i wierzyć w powszechną harmonię, w cudną przyrodzenia wspaniałość; na co jéj zazierać do środka? Biedziłaby się z odgadnieniem wdzięku w ludziach, tworach, wypadkach dla niéj niepojętych, bo strasznych i olbrzymich. Jest to wiek, którego się nie godzi surowszą myślą zatruwać... bo i tak się budzimy z niego zawcześnie!
Tych słów z niejakim smutkiem domawiał doktor Fantazus, gdy z hukiem powóz się zastanowił przed gankiem i sługa w pańskiéj liberyi zawołał u drzwi:
— Tu doktor?
— Ja jestem! Od kogo?
— Od kasztelanowéj...
— Ha! cóż jéj? chora?
— Nie wiem! chora! przysłano mnie po niego.
— Leży?
— Nie, chodzi, ale z gorączką, jakieś niezrozumiałe żywo powtarzając słowa.
Doktor wziął kapelusz, laskę, flaszkę, i wyjechał, mówiąc do Tytusa:
— Czekajcie na mnie.
Tytus przeszedł do pokoju Jagusi, gdzie zastał ich jeszcze oboje w oknie bawiących się z gołębiem, co im pierwsze przypominał poznanie. Nie ruszyli się z miejsca, widząc go wchodzącego.
Nie przerywając też im rozmowy, usiadł przy stole