Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.XI.djvu/94

Ta strona została skorygowana.

86
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

Rozbierając dopiero przekonywało się o wadach i odkrywało, że pod tą łupiną nie było nic myśli, wyrazu, pojęcia. Kilka konwencyonalnych typów wyuczonych, kilka wyrazów fizyognomii, służyły mu do wszystkiego. Z nieudanéj Matki Bolesnéj, robił z największą łatwością Świętą Magdalenę, ze Świętego Piotra Świętego Stanisława, nie rozumiejąc jak ogromne różnice zachodzą między właściwemi im typami. Dla niego wszystko było w oczach spuszczonych lub zawróconych, ustach otwartych i dwóch łzach, które umiał rzucić na policzki, (chociaż te zwykle spadały wypukłościami nie wklęsłościami twarzy, czego nie uważał wcale Perli, byle łzy zrobił).
Perli miał dosyć wziętości i roboty. Spryt mu i tu dobrze służył: pochlebnik grzeczny a zimny, nikogo nieumiejący pokochać, nieprzywiązujący się do nikogo, wkręcił się wszędzie, i zyskiwał robotę natarczywością bezwstydną lub sprytem. W wypłatach pilnował się surowo, a gdy zaszły trudności, nie wahał się męczyć, dokuczać, prześladować, aż swoje odebrał. Powierzchowność Perlego odpowiadała jego charakterowi: chudy, blady, giętki, z małą główką, osadzoną na żylastéj szyi, z oczyma blademi i ukośném wejrzeniem, prawie bez brody, bo nie zarastał niemal na twarzy, usta miał ważkie, sine i nieznaczne. Wielkie białe uszy niezgrabnie szpeciły jeszcze tę głowę. Mruczkiewicz nazywał go często pocichu: Długouchym samouczkiem; ale spotkawszy się, ściskali serdecznie bardzo. Perli był dosyć gadający, a mówiąc dobierał wyrazów jak Szyrko najdziwniejszych, potężnych dźwiękiem, brzmiących głośno, które tak rozmierzał stosownie do osób, że zawsze niemi zadurzył i wielkie dał o sobie wyobrażenie. Używał umyślnie najniezro-