Strona:X de Montépin Dziecię nieszczęścia.djvu/301

Ta strona została skorygowana.

To była jeszcze drobnostka. Najtrudniej było przygotować na twarz maskę zarazem uprzejmą i obojętną, jakaby pozwoliła ukryć jej wzruszenie i pomieszanie przy pierwszem spotkaniu. Jak tu zachować właściwą miarę?.. Czy nie lepiej byłoby z początku być trochę chłodną niż zanadto serdeczną?.. Kiedy bliższa nastąpi znajomość, zażyłość, poufałość, będzie miała wtedy prawo stać się powoli, przy niedostrzegalnem stopniowaniu tem, czem była w istocie: przywiązaną, kochającą, macierzyńską.
Jak aktorka, pracująca nad rolą, pani de Nathon układała wyraz twarzy, ruchy, postawę, uczyła się nawet panować nad tonami głosu. Z góry już obmyślała plan rozmowy, spodziewała się, że Armand to i to jej powie, a ona mu to i to odpowie. Jednem słowem usiłowała wszystko przewidzieć i nic nie zdać na łaskę przypadku.
Hrabina, pragnąc mieć swobodę w życiu domowem przy licznych znajomościach towarzyskich, przyjmowała u siebie gości raz na tydzień, co sobotę. W inne dnie bywało u niej tylko małe kółko dobrych przyjaciół,
Dzień, w którym oczekiwała Armanda Fangela, był wtorkiem, według wszelkiego więc prawdopodobieństwa, nikt z osób mniej blizkich, nie mógł zawadzać przy tem spotkaniu.
Pan de Nathon zaraz po śniadaniu pojechał do Parlamentu, dokąd go powoływały prace komisyi. Berta została w salonie sama z Herminią. Dziewczę uczyło się na fortepianie jakiejś trudnej kompozycyi. Hrabina haftowała a raczej trzymała w ręku jakąś robótkę, wcale się nią jednak nie zajmując. Z głową