Strona:X de Montépin Dziecię nieszczęścia.djvu/466

Ta strona została skorygowana.
XX.

Armand dnia tego nie jadł obiadu w pałacu, a nazajutrz napisał do hrabiego, że nie może być na śniadaniu.
Pan de Nathon odpisał mu kilka słów, prosząc o oznaczenie mu godziny, kiedy może się z nim widzieć, bo ma wiele do pomówienia o rzeczach poważnych.
Forma całkiem przyjacielska tego liściku, świadczyła jaknajzupełniej, że p. de Nathon nie miał żadnych podejrzeń. Nie mniej jednak, młodzieniec nie mógł się oprzeć pewnemu niepokojowi. W fałszywem położeniu każda rzecz nieprzewidziana daje dużo do myślenia. Jaki cel mogła mieć ta żądana przez hrabiego rozmowa?
Dnia tego była niedziela. W izbie zawieszono posiedzenia. Armand oznaczył więc do rozporządzenia hrabiemu godzinę popołudniową i czekał na tą rozmowę z niecierpliwością.
O umówionej porze udał się do gabinetu hrabiego.
Henryk postąpił kilka kroków na spotkanie Armanda, uścisnął go za rękę może serdeczniej nawet niż zwykle i rzekł doń z uśmiechem:
— Moje drogie dziecko, zaczynasz się u nas rzadko pokazywać!.. Uciekasz przed nami, czy co... Ale bądź spokojny, ja tak źle o tobie nie myślę — dodał skwapliwie. — Musiałbyś być chyba wielkim nie-