Strona:Z pogrzebu Mickiewicza na Wawelu 4go Lipca 1890 roku.pdf/10

Ta strona została przepisana.


Przeczuł naród rodzimego ducha ciepło w tym ogniu i zapał, czerpany z ogniska najwyższego natchnienia.
To nowe światło rozlewało blask słoneczny szeroko na doliny, przenikało coraz głębiej, a płomień bił coraz wyżej ku niebu, coraz większe zakreślając widnokręgi. A jako ze wschodem słońca, budzi się nowe życie w przyrodzie i zbudzone ptactwo rozpoczyna piosenki, które się zlewają w jeden wielki hejnał poranny Bożej chwały, tak na całym obszarze Polski odezwały wtórem pieśni inne.
Uwielbiona w pieśniach Adama wiara, poczęła nabierać znaczenia tam, gdzie ją lekceważono, powtarzając sobie: „jużci pleban inaczej uczy na ambonie.” Teraz już nie sam pleban, ale wielki mistrz słowa, mocarz niebywałej potęgi, schylił „gromowładne czoło przed Panem, jak chmurę przed słońcem, ” a jego śladem poszła narodu większość. Odnowiło się przymierze, zawarte z Bogiem od lat tysiąca, naród śladem wieszcza schylił czoło, i wtedy:

Pan je wzniósł w niebo, jako tęczy koło
I umalował promieni tysiącem.
I będzie błyszczeć na świadectwo wierze,
Gdy luną klęski z niebieskiego stropu
I kiedy naród zlęknie się potopu,
Spojrzy na tęczę i wspomni przymierze.

Któż to był ten wielki piewca, co od razu

Wszystkie duchy wziął do chóru,
Wszystkie serca nastroił do wtóru

i grał na nich, jak mistrz potężny, pieśń przymierza z Panem? – Oto ten, którego kości w tej trumnie spoczywają, Jego nazwisko komuż dzisiaj nieznane?
Jego pieśni porywały niepojętą potęgą, unosiły niewysłowionym urokiem, zapalały świętym ogniem, a dziś jeszcze siła ich wpływu nie słabnie; one dziś jeszcze są krynicą ochłody dla ducha strapionego. Kwiaty jego poezyi mają tę woń nieokreśloną a uroczą, która cały umysł ogarnia, bo składają się na nią zapachy naszych lasów i puszcz litewskich i ogrodów, łanów dojrzałych i łąk zielonych, zdobnych we wzorzyste kobierce polnych kwiatów, przejmu-