Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/048

Ta strona została uwierzytelniona.


Przeklęta tkliwość twa okrutna,
Co w księżycowym chodząc sierpie,
Rzuca mi przyjaźń — kwiatek z płótna!
A nie zgaduje co ja cierpię!

 
Przeklęta szczerość Twa gołębia,
Co mi tajemnic twych nie kryje,
I każdą myśl mą w węża skłębia,
I gadu żądłem mózg mój pije!

 
— Znękany, bolem oszalały
Wściekłości w piersiach czuję wilcze,
A jednak — patrz aniele biały!
Cierpię — szaleję — konam — milczę! —

∗             ∗

Czyż może zbrodnią być kochanie
Co z boskich ogniów w sercach wszczęte?
Za to że świat mu w drodze stanie,
Czyż ma być grzeszne i przeklęte?

Czyż może cnotą być szaleństwo,
Co, gdy mu niebo się otwiera,
Skazując pierś swą na wdowieńtstwo,
Nadziei nawet się zapiera?