Strona:Zacharjasiewicz - Poseł-męczennik, Wilkońska - Sto lat dobiega.djvu/34

Ta strona została uwierzytelniona.
30
Towarzystwo imienia Stanisława Staszica.

złamane widzimy, wyjdziemy i my z izby, jeżeli konsyliarze wpuszczeni nie zostaną.
Marszałek taką przemową zawstydzony obiecuje wyjaśnić swoje postępowanie przez okazanie powodu, który go skłonił do tej czynności.
Wyprosiwszy więc wszystkich arbitrów z sali, daje głos marszałkowi sejmowemu, aby sejm zagaił — gdy nagle na progu pojawia się Podhorski.
Nieopisana burza powstała w sali.
— Zdrajca! Nikczemnik! Precz! zawołano zewsząd jednogłośnie.
Podhorski śmiało postąpił kilka kroków naprzód. Na ustach jego igrał uśmiech ironiczny, w oczach błyskał ogień pogardy.
Wtem dziwny widok odsłonił się teraz patrzącym.
W około posła Wołyńskiego zwinął się ruchomy kłębek; piekielna wrzawa zmięszana z krzykiem Podhorskiego rozległa się po sali... podwoje sali rozwarły się z trzaskiem, a poseł wołyński wyleciał na kurytarz!
Na kurytarzu stali hajducy sejmowi i służba posłów.
Podhorski spojrzał na ten gmin przedsionkowy, a ten gmin śmiał się teraz z niego i okiem wzgardy mierzył niezrozumianego patryotę!...
W pierwszym impecie zacisnął Podhorski pięście i chciał wrócić do sali, ale po chwili namysłu opuścił ręce i z głową ku ziemi spuszczoną wyszedł na ulicę, a przechodniom ciekawym witającym go uśmiechem pogardliwym zdawał się mówić: Przebaczam im, bo nie wiedzą co czynią!...