Strona:Zacharjasiewicz - Poseł-męczennik, Wilkońska - Sto lat dobiega.djvu/60

Ta strona została uwierzytelniona.
56
Towarzystwo imienia Stanisława Staszica.

— A!!... Coś tam ma niby miną rebelianta — a la Rejtan! wyrzucił moskal ze śmiechem.
— Uchowaj! Uchowaj! — krztusił się szambelan — nie zna was, hrabio, nie wiedział...
— Wiedział jednakże!... Lecz mniejsza oto. Nie jeden to młodzieniaszek szalony roztrąci jeszcze butę swoją wraz z czaszką, dopóki rozsądek wśród was nie zawita. Strzeżcie tego na karym koniu, panie szambelanie, bo mu dziko z oczów patrzy. Dzisiaj jest już poddańczukiem najjaśniejszej imperatorowej, a my mamy hamulec... Ale mi czas w drogę, lubo że w zamku waszym przyjemno! pułkownik trzeci kielich przechylił. — Bywajcie mi zdrowi! — Uścisnęli się.
Gospodarz sprowadził gościa. Podali sobie raz jeszcze ręce. Pułkownik wsiadł do kolasy. Zaturkotało szybko. Szambelan za powozem popatrzył, a potem zacierając dłonie, do komnaty powrócił.
Stanął przed obrazem Katarzyny, popatrzył, uśmiechnął się niby. Przystąpił do stołu, nalał kielich perlącego wina i przechylił go odrazu. Nagle krew na przybladłe uderzyła mu lica.
W tem na progu drzwi głównych ukazała się piękna postać młodziana. Wysoki, kształtnej wysmukłej budowy, miał na sobie czarny żupanik i od koszuli bielutki wywinięty kołnierz. Ciemny wąsik świeże a ogorzałe zdobił mu lica. Włos gęsty wysokie odsłaniał czoło. Wyraz twarzy jego i postawy całej pewna znaczyła duma i wola nieugięta.
— Stryj kazałeś mnie pzrywołać — dźwięcznym wymówił głosem.