Strona:Zielinski Historia Polski-rozdzial2.djvu/011

Ta strona została przepisana.

czej do Sejmu Ustawodawczego, a wraz z nim inny dekret Naczelnika Pań stwa, zarządzający przeprowadzenie wyborów 26 stycznia 1919 r.
Dekret o ordynacji wyborczej był pierwszym w dziejach Polski dokumentem, wprowadzającym do polskiego życia politycznego demokratyczne, pięcioprzymiotnikowe prawo wyborcze. Przysługiwało ono wszystkim obywatelom polskim od 21 roku życia, bez względu na pochodzenie, wyznanie, narodowość itp. Prawo głosowania uzyskiwały także kobiety. Dekret o wyborach nakazywał przeprowadzić je na terenach, podlegających faktycznej władzy rządu polskiego w Warszawie. Nie oznaczało to jednak rezygnacji z innych ziem polskich, w tym ziem zaboru pruskiego, włącznie z Górnym Śląskiem i Mazurami. Zostały one również objęte dekretem (podział na okręgi wyborcze, ich numeracja), co wywołało protest rządu niemieckiego. W zestawieniu z dość obojętnym i raczej sceptycznym stanowiskiem Piłsudskiego w sprawie granic zachodnich dekret o wyborach świadczył, że pozostawało ono w wyraźnej sprzeczności z dążeniami nie tylko ogółu społeczeństwa polskiego, lecz także poglądami dominującymi w rządzie polskim i nawet w kołach skądinąd bliskich Piłsudskiemu.
Kilka innych dekretów i zarządzeń rządu Moraczewskiego dotyczyło ważnych i pilnych zagadnień społecznych. Wymienić tu należy przede wszystkim dekret z 23 listopada o 8-godzinnym dniu i 46-godzinnym tygodniu pracy. Należał on do najbardziej postępowych w ówczesnej. Europie aktów ustawodawstwa pracy. Niemałe znaczenie w tej dziedzinie miały też późniejsze dekrety wprowadzające inspekcję pracy oraz inny — o obowiązkowym ubezpieczeniu robotników na wypadek choroby. Próbował też rząd przynajmniej złagodzić najbardziej dokuczliwe plagi chwili — lichwę i spekulację w dziedzinie aprowizacji oraz godzącą w interesy najbiedniejszych i bezrobotnych samowolę kamieniczników w sprawach mieszkaniowych[1].
Posunięcia te i podobne wprowadziły budownictwo państwa na tory demokratyczne i postępowe w sensie demokracji burżuazyjnej. Równocześnie bowiem rząd Moraczewskiego nie żałował wysiłków mających na celu stłumienie lub przynajmniej zahamowanie fermentów rewolucyjnych w kraju. Nie ukrywał tego w swych późniejszych wypowiedziach i sam Moraczewski. Stwierdzał w nich m.in., że „w Warszawie na porządku dziennym było zabieranie fabryk pod zarząd robotników, którzy usuwali poprzednie dyrekcje i zarządy”. Ale — dodawał — „rząd pieniędzy delegacjom robotniczym systematycznie odmawiał, bo ich po pierwsze nie miał, a głównie dlatego, że w ten sposób zmuszał robotników do porzucenia swych zakusów na samodzielne prowadzenie produkcji. Zawsze zbywałem robotników obietnicami [...] ale nie dawałem im ani jednej marki”. Nie zawsze jednak środki tego rodzaju wystarczały. W wypadku ostrzejszych spięć trzeba było uciekać się do siły policyjnej, zwłaszcza że niektóre Rady Delegatów Robotniczych próbowały tworzyć własną egzekutywę zbrojną w postaci tzw. czerwonych gwardii. Dekretem z 5 grudnia rząd rozwiązał organizacje zbrojne o charakterze niepaństwowym i równocześnie

  1. O tej stronie działalności rządu Moraczewskiego pisał autor szerzej w Historii Polski, t. IV: 1918-1939, cz. 1: 1918-1926, pod red. L. Grosfelda i H. Zielińskiego, Warszawa 1969, s. 131-133.