Otwórz menu główne

Strona:Zofia Bukowiecka - Michałek.djvu/12

Ta strona została uwierzytelniona.
—   8   —

za wdowę się modlił, gdyż szanował ludzi mężnego serca, kalkulował zaś, że nie może inaczej być, tylko nawet w niebie święci pańscy milej spoglądają na zuchów, niż na tchórzy.
— Jegomość na tem znać się nie mogą, bo zwyczajnie, jak księdzu przystoi, ino pacierza patrzy; pan Łukasz brat jegomości, co z nim pod Kirchholmem na Szwedów chodziłem, ten przyznałby mi racyę, świeć Panie, nad jego duszą — wzdychał pobożnie zakrystyan i, wspomniawszy dawnego swego dobrodzieja, zaraz na intencyę Łukasza zaczął koronkę.
Z mężem Maryanny łączyło Piotra kumostwo, nie dlatego jednak był mu cieśla miły. Toż zdarzy się byle kpu dziecko do chrztu podawać, gdy o to ludzie proszą, a chrześcijańskiej usługi odmówić nie wypada. Wcale inna była przyczyna, że Piotr chętnie Wojciecha tabaką częstował i na pogwarę do stolarni zachodził. Przyjaciółmi wyrośli od dzieciństwa, obaj chłopskiego pochodzenia, do roli nawykli za młodu, tu w Rudnikach urodzeni i na księżej ziemi osiedli, okrutną okazywali do wojaczki ochotę. Piotrowi poszczęściło się, jak mało komu, bo brat proboszcza zabrał go z sobą na wyprawę daleko, aż hen nad samo morze. Mąż Maryanny nigdy zaś nie powąchał prochu, ale i tak sądzone mu było nagłą zginąć śmiercią i odwagę przytem okazać wielką.
Właśnie miano w boru spuszczać sosny