Otwórz menu główne

Strona:Zofia Bukowiecka - Michałek.djvu/20

Ta strona została uwierzytelniona.
—   16   —

z miejsca nie nawrócisz, to ci całą niwę spyskuje. Ale Niemcom było przynajmniej blizko, bo siedzieli tuż pod bokiem, cóż jednak na to powiecie, że aż z za morza przypłynął naród, który Szwedami nazywają, i chciał Polskę zabrać. Na złe to wyszło rabusiom, bo znalazł się wtedy wielki rycerz Chodkiewicz, który umiał matki-ojczyzny bronić i Szwedowi skórę wykropił pod wsią Kirchholmem. Tam ich król mało się w morzu nie utopił, a potem z całem wojskiem tak zmykał, że byłoby się za nimi kurzyło, ale przez wodę uciekali, to i ślad po nich nie został.
Na tej to właśnie wojnie był w swej młodości Piotr. Nie miał on prawa do rycerskich honorów, bo kmieciem się urodził, nie szlachcicem, służył więc tylko pod panem Łukaszem, bratem proboszcza z Rudnika. Takie sługi rycerskie nazywano ciurami. Zazwyczaj ciurowie czyścili tylko broń i konie szlachty, pod Kirchholmem jednak, gdzie szwedzkiego wojska było dużo, a polskich rycerzy mało, słudzy wespół z panami stanęli do bitwy, tak zaś ochotnie na rabusiów nacierali, że sam hetman Chodkiewicz chwalił ciurów dla ich odwagi.
Dał więc Piotr już dowód, jako potrafi nie żałować krwi za matkę-ojczyznę, a choć na starość wojenki zaniechał i zamiast szabli kościelne klucze do boku przypasał, kochał Polskę, jak każdy prawy obywatel kochać powinien swój