Otwórz menu główne

Strona:Zofia Bukowiecka - Michałek.djvu/46

Ta strona została uwierzytelniona.
—   42   —

Bo ksiądz proboszcz upodobał sobie wielce Michałka za jego śmiałość, wiedział, że ucieszy sierotę, nieraz mu też rzekł jakie słowo o ojczyznie, częściej zaś jeszcze o tych wrogach, którzy na nią nastają. A wiadomości były coraz liczniejsze, miał je proboszcz od różnych przejezdnych osób, gdyż w tych niespokojnych czasach dużo się po kraju kręciło takich, którzy albo przed wojną uciekali, albo inne zgoła mieli sprawy, a każdy wstępował do jegomości. Gdzież to się mógł podróżny lepiej pożywić, jeśli nie na plebanii?
Aż gruchnęła ze wszystkich stron radosna wieść, że Szwedom źle się dziać zaczyna. Kto pierwszy ją przyniósł, nie wiedział nikt. Zda się, same drzewa szumiały lepszą dla Polski nadzieją, świergotały o niej ptaki, hukały echa po borach.
— Rozbiło się samo złe o Bożą mękę, przebrali Szwedzi miarę, teraz będą mieli karę — mówił Piotr, a proboszcz ze łzami dziękował Bogu za upamiętanie grzeszników i nauczał lud z ambony:
— Pokorny zakonnik Kordecki dał przykład, jak syn matki bronić powinien. Zawinił naród bardzo, że odstąpił swego monarchy Jana Kazimierza i pozwolił królowi szwedzkiemu do Polski wejść, ale też teraz każdy prawy syn ojczyzny poznał swą winę i chce ją nagrodzić. Ludzie wszystkich stanów łączą się z sobą, jak