Strona:Zofia Bukowiecka - Michałek.djvu/48

Ta strona została uwierzytelniona.
—   44   —

nik, który od wsi do wsi za jałmużną dla leżajskiego klasztoru jeździł. Wprosił się na noc do rudnickiego proboszcza, a że bywalec był, siła ludzi znał i, choć się z tem nie wydawał, żeby gniewu Szwedów na swe zgromadzenie zakonne nie ściągnąć, aż na Śląsku bywał, więc proboszcz rudnicki z wielką ciekawością opowiadań jego słuchał. Zażyli tabaki obaj księża, a zakonnik ciągnął dalej:
— Wiem pewno, gdyż goniec z radosną wieścią do naszego klasztoru przybył, że król a pan najjaśniejszy Jan Kazimierz zbliża się już do Lwowa, naprzeciw zaś jego osoby śpieszy, kto może, każdy wierny ojczyznie Polak. Nie jest monarcha nasz opuszczony od swych poddanych, jako był wprzódy, bo coraz więcej synów opowiada się za matką-Polską i pod znakiem orła białego staje.
— Jakąż to radosną wieść zwiastujecie mi, ojcze Jacku! — zawołał proboszcz rudnicki, z wielkiego ukontentowania zerwawszy się z ławy, na której przy kominie siedzieli, piwo popijając. Chwycił zakonnika w pół, a tak silnie w objęciach swych ściskał, aż się oba ku oknu przetoczyli. Właśnie zaś pod ten czas Michałek się koło plebanii przekradał do zakrystyana.
Zapukał w okno jegomość, jako że bardzo szczęśliw będąc, chciał radosną wieść o zbliżaniu się króla udzielić wszystkim sługom. Przypomniał sobie, że sierota po cieśli Wojciechu okrut-