Otwórz menu główne

Strona:Zofia Bukowiecka - Michałek.djvu/73

Ta strona została uwierzytelniona.
—   69   —

— Dobrze mówicie, tatulu, ja też ofiaruję Panience Częstochowskiej wasze bicie na tę intencyę, abym Szwedom z garści szablę wydarł — odpowiedział Michałek, a że był bardzo głodny, zdjął z pułki bochenek chleba, odkroił sobie kromę i zaczął jeść od grubszego końca, bo chciał prędzej kiszki naprostować, co mu się skręcały ze czczości.
Zakrystyan nie usnął tej nocy wcale. Jego wychowanek chrapał już oddawna w stajni, a on jeszcze uspokoić się nie mógł. Próbował kilka razy pacierza, ale gdzie zaś mu było Zdrowaśki odmawiać, kiedy aż nosiło starego po łóżku od wielkiej alteracyi. To martwił się Michałkiem, bo nuż chłopak z przeziębienia znów złej gorączki dostanie, to inne myśli przychodziły mu do głowy. Chciał biedz, aby opowiedzieć proboszczowi wszystko, jak było od początku, a raz po raz za kij poomacku chwytał i byłby nim prał koniuchów za to, że śmieli Michałka o szwedzką służbę posądzać.
— Niedoczekanie wasze, gałgany, gdzie by zaś kto pomyślenie takie mógł mieć! Wszystkie kości tym próżniakom na błoniu porachuję — odgrażał się zakrystyan, zapominając, że przecie sam zwątpił o wychowanku.
Dopiero nad ranem usnął, ale i zdrzemnąć się dobrze nie zdołał, bo dziad właśnie na Anioł Pański przedzwaniać zaczął. Skoczył z łóżka, przetarł oczy, spojrzał na szablę i wraz przy-