Strona:Zofia Kowerska - Pani Anielska.djvu/15

Ta strona została uwierzytelniona.

lubiła swoje półki z bielizną, że wymyślała coraz nowe desenie, w które układała z pralni stosy, że je przesypywała na jesieni lawendą, a na wiosnę fijołkami. Wiedziała też, że siostra Rozalia rada milczała, że każde wyrzeczone słowo było z jej strony ofiarą, więc w swojej macierzyńskiej i jakby królewskiej duszy poczuła obowiązek dania siostrze Rozalii pola do umartwień i ciężkich wysiłków. Powierzyła bieliznę siostrze Wincentynie, a siostrę Rozalię przeniosła jako dozorczynię do sali sierot, bowiem Benedyktynki w Sandomierzu miały i szkołę dla starszych dziewcząt i ochronę dla dziewczynek małych, które przeważnie były sierotami.
Otrzymawszy rozkaz przełożonej, siostra Rozalia zbladła jeszcze, choć miała twarz jak opłatek. Usta jej otworzyły się, jakby do prośby, oczy wyraziły przestrach, ale po chwili spuściły się pokornie, a bezkrwiste usta wyszeptały:
— Wedle rozkazu, Matko.


II.

A jednak była to ciężka ofiara dla siostry Rozalii. Lubiła samotność, milczenie, ciszę, a kazano jej żyć wśród gwaru dziecinnego, kazano jej wychowywać, ostrzegać, gderać, strzedz nie tylko własnej duszy, ale i duszy powierzonych sobie dzieci. Czy potrafi, czy wytrwa, czy będzie miała siłę?
Tymczasem stał się istny cud. Dziewczynki tak pokochały siostrę Rozalię, że nie potrzebowała łajać.