Święta Helena (Oppman, 1917)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Artur Oppman
Tytuł Święta Helena
Pochodzenie Pieśni o sławie
Data wydania 1917
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk Zakłady Graficzne B. Wierzbicki i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


ŚWIĘTA HELENA.

Na granitowej samotnej skale
W milczeniu stoi potężna mara...
Walą o granit spienione fale
I hymn pokłonny biją wspaniale,
Przypadające do stóp Cezara.

On nie w swej trumnie w świątyni złotéj,
Gdzie sto sztandarów nad grobem wieje,
Lecz na tym szczycie ludzkiej Golgoty
Zegaru wieków liczy obroty —
I czeka więzień na wielkie dzieje!

I śni, że słońcem buchły popioły,
W szarej kapocie posąg kamienny;
Odeszły z gloryą wojny anioły.
Jest sam! jak żywioł między żywioły!
Jest sam! wieczysty! groźny! niezmienny!


Bieleje w słońcu żagiel rozpięty,
K’niemu się zwraca twarz marmurowa:
I przepływają ciche okręty,
I dalej lecą po fali wzdętéj —
I nie przyniosły Wielkiego Słowa!

W zabójczej orgii kłębią się ludy,
Ohyda śmierci nad zgliszczem lata!
I, dzierżąc srebrnik, jak owo wprzódy,
Konwulsyą śmiechu drga Judasz Rudy:
Ni krew, ni męka nie zbawią świata!

Nurza się w nocy szczyt granitowy,
Gaśnie zachodu łuna czerwona;
Biją w mur jutra szalone głowy —
Czegóż im trzeba? — Golgoty nowéj?
Czy nowej szpady Napoleona?!

Wtedy, gdy latał z orłem Legionów
Od sfinksa pustyń do bram Kremlinu,
Na rozdeptanych zwaliskach tronów
On widział państwo ludzkich milionów,
Przepromienione potęgą czynu!

Na błocie świata we krwi skąpanem,
Z Boga hetmaniąc duchom płonącym,
Grzmiał w mrok i podłość miecza taranem,
I miał być ludów Chrzcicielem Janem,
Powrót Chrystusa obwieszczającym!


Szumią ponuro morskie lazury,
Nędzna, jak niegdyś, świata arena.
Bijąc w twarz słońca czarnemi pióry,
Tyś, Arymanie, wygrał raz wtóry! —
I z morza wstała Święta Helena!

Do umęczonej wygnańca głowy
Umarłych pułków pieśń leci stara,
Długiej niewoli krusząc okowy
Nad nim się chwieje orzeł bojowy...
I wierny Polak u nóg Cezara!...

To wschód, to zachód wody sczerwienia,
Fala za falą goni zdaleka,
A pod gwiazdami nic się nie zmienia
W zgniłej, duszącej nędzy istnienia
I Duch na skale — czeka i czeka...

Lecz kiedyś, kiedyś pod zórz szkarłatem
Znów cudotwórcze skłębią się sceny
I On wcieleniem wstanie skrzydlatem,
By starym z posad zatargnąć światem
Z pustych granitów Świętej Heleny!...







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Oppman.