Życie wytężone (Roosevelt, 1904)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Theodore Roosevelt
Tytuł Życie wytężone
Pochodzenie Życie wytężone
Wydawca Biblioteka Dzieł Wyborowych
Data wyd. 1904
Druk A. T. Jezierski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Ludwik Włodek
Tytuł orygin. The Strenuous Life
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
I.
ŻYCIE WYTĘŻONE.
(Mowa, wygłoszona w Hamilton-Club w Chicago, 10 kwietnia 1899 r.)

Zwracając się do was, mieszkańcy największego miasta Zachodu, mieszkańcy stanu, który dał ojczyźnie Lincolna i Granta, do was, którzy wcielacie w sposób wyraźny i przeważny to, co jest najbardziej amerykańskiego w charakterze amerykańskim, chciałbym zalecać wam nie zasady nikczemnego próżniactwa, ale doktrynę życia wytężonego, życia znoju i wysiłku, pracy i walki, chciałbym głosić najwyższą formę powodzenia, przypadającego w udziale nie człowiekowi, który dąży tylko do wygodnego spokoju, ale człowiekowi, który nie unika niebezpieczeństwa, trudności, gorzkiego trudu i który wyciąga z nich wspaniały i ostateczny tryumf.
Życie leniwego spokoju, który pochodzi tylko z braku możności lub chęci wysiłku w kierunku wielkich zadań, jest również mało godne narodu, jak jednostki. Żądam tylko, aby wszystkiego, czego wymaga szanujący się Amerykanin od siebie lub swoich synów, domagał się naród amerykański, wzięty jako całość.
Któż z was pragnąłby nauczać swoich synów, że ostatecznym celem wysiłku, że najważniejszym względem w ich oczach ma być pokój? Wy, mieszkańcy Chicago, zrobiliście wielkiem to miasto; wy, ludzie z Illinois, uczyniliście wielką Amerykę w miarę waszych sił, a nawet więcej, a sprawiliście to dlatego, że nie głosicie i nie spełniacie tej doktryny. Pracujecie sami i synów waszych wychowujecie do pracy.
Jeżeli jesteście bogaci, uczycie waszych synów, że chociaż mogą mieć czas wolny, to. nie powinni zużytkowywać go na próżniactwo, bo umiejętne korzystanie z wolnych chwil znaczy tylko tyle, że ludzie, zwolnieni od przymusu pracy zarobkowej, są tembardziej zobowiązani oddawać się pracy bezinteresownej w nauce, w sztuce, w badaniach, w poszukiwaniach historycznych — słowem, w tych dziedzinach, których kraj najbardziej potrzebuje i których pomyślny rozwój przynosi narodowi najwięcej zaszczytu. Nie zachwycamy się człowiekiem nieśmiałego pokoju. Zachwycamy się człowiekiem, który wciela w sobie wysiłek zwycięzki, człowiekiem, który nigdy nie czyni nic złego bliźniemu swemu, który jest chętny do pomocy przyjacielowi, ale który ma zalety męzkie, konieczne do zwycięztwa we współczesnej, surowej walce o byt.
Przykrem jest niepowodzenie, ale stokroć gorszym jest brak próby powodzenia. W życiu dochodzimy do wszystkiego tylko za pomocą wysiłku. Uwolnić się od wysiłku, obecnie — znaczy poprostu, że w przeszłości była nagromadzona pewna suma usiłowań.
Człowiek może być zwolniony od konieczności pracy tylko z mocy tego, że ojcowie jego pracowali owocnie.
Jeżeli swoboda, w ten sposób zdobyta, jest dobrze używana, jeżeli człowiek oddaje się pracy, chociaż w innym gatunku, bądź jako pisarz, bądź też na polu polityki, poszukiwań lub przygód, to dowodzi tylko, że zasłużył na los szczęśliwy. Ale jeżeli traktuje okres życia, podczas którego jest zwolniony od konieczności pracy, nie jako okres przygotowawczy, ale jako okres użycia, chociażby nie występnego, dowodzi wtedy poprostu, że jest zawadą na powierzchni ziemi i staje się napewno niezdolnym do zajęcia odpowiedniego miejsca między swymi kolegami, gdyby tego wymagały zmienione warunki życia. Wreszcie życie zwyczajnego spoczynku nie może dać prawdziwego zadowolenia, a nadewszystko czyni ludzi, którzy mu się oddają, niezdolnymi do poważnej pracy na świecie.
W ostatecznym rezultacie zdrowe państwo nie może istnieć, jeżeli mężczyźni i kobiety, które je stanowią, nie prowadzą życia wyraźnego, mocnego, zdrowego, jeżeli dzieci nie są wychowywane, w ten sposób, że usiłują nie omijać trudności, lecz przezwyciężać je, nie szukać wypoczynku, lecz wiedzieć jak wydzierać zwycięztwo wśród znoju i ryzyka.
Mężczyzna powinien z zadowoleniem spełniać dzieło męża, mieć śmiałość znosić wszystko i pracować. Kobieta winna być gospodynią, towarzyszką założyciela ogniska, matką mądrą i nieustraszoną dzieci zdrowych i licznych.
W jednem ze swoich dzieł potężnych i pełnych melancholii Daudet mówi o „obawie macierzyństwa, o strachu, nawiedzającym młode mężatki współczesne”. Skoro takie słowa mogą być napisane bez kłamstwa o narodzie, to naród ten jest zepsuty do szpiku kości. Jeżeli mężczyźni lękają się pracy, lub wojny sprawiedliwej, a kobiety boją się macierzyństwa, to stoją na progu potępienia i byłoby dobrze, gdyby zniknęli z powierzchni ziemi, gdzie są przedmiotami pogardy sprawiedliwej dla wszystkich mężczyzn i wszystkich kobiet, którzy są sami mocni i wielkoduszni.
Z narodami dzieje się to samo, co z jednostkami. Mówić, że narody szczęśliwe nie mają historyi, jest to popełniać nizki występek przeciwko prawdzie. Potrójnie szczęśliwym jest naród, który ma sławną historyę, lepiej bowiem jest mieć odwagę do wielkich rzeczy, odnosić pełne chwały zwycięztwa, chociażby były przeplatane porażkami, niż stać w jednym szeregu z temi biednemi ludami, które nie wiele cierpią i nie wiele się radują, gdyż pędzą życie w czarnym mroku, który nie zna ani zwycięztw, ani porażek. Gdyby w r. 1861 ludzie, którzy kochali „Związek Stanów”, uważali pokój jako ostateczny cel wszechrzeczy, a wojnę za najgorszą ze wszystkiego, i gdyby postępowali byli według takiego przekonania, bylibyśmy oszczędzili setki tysięcy ludzi i setki milionów dolarów. Więcej nawet: oszczędzając skarby krwi i pieniędzy, które rozrzucaliśmy wówczas, bylibyśmy zapobiegli pęknięciu wielu serc niewieścich, rozerwaniu wielu ognisk domowych i bylibyśmy oszczędzili krajowi miesiące żałoby i wstydu, podczas których zdawało się, że wojska nasze idą na klęskę. Mogliśmy byli uniknąć tych cierpień, unikając poprostu walki. I gdybyśmy jej byli uniknęli, bylibyśmy dowiedli, że jesteśmy samiczkami, że jesteśmy niezdolni do zajęcia miejsca wśród wielkich narodów świata. Dzięki Bogu za żelazo, które umieścił w krwi ojców naszych, tych ludzi, którzy popierali mądrość Lincolna i nosili miecz lub karabin w armiach Granta! My, dzieci tych, którzy doprowadzili wielką wojnę domową do tryumfalnego zakończenia, którzy pokazali, że stoją na wysokości tych dni potężnych, chwalmy Boga ojców naszych, że nikczemne rady pokojowe były odrzucone, że bez wahania stawiano czoło cierpieniom i stratom, mrokom żalu i rozpaczy; bo ostatecznie niewolnik został wyzwolony, „Związek” — odbudowany, a potężna rzeczpospolita jeszcze raz umieszczona jak królowa między narodami.
My, ludzie współcześni, nie mamy potrzeby stawiać czoła zadaniom takim, jakie czekały ojców naszych, ale mamy swoje obowiązki i biada nam, gdybyśmy zaniedbali ich spełnienia. Gdybyśmy nawet chcieli, nie możemy odgrywać roli Chin i zadowalać się powolnem gniciem w nikczemnym zastoju, zamknięci w naszych granicach, nie zajmując się zgoła tem, co się dzieje po za niemi, pogrążeni w komercyalizmie, który porusza rękami i nogami, nie dbając o życie wyższe, o życie dążeń, pracy i ryzyka, zajęci tylko potrzebami codziennemi naszego ciała, aż nareszcie pewnego dnia spostrzeglibyśmy, bez cienia wątpliwości, to, co Chiny już odkryły, a mianowicie, że na tym świecie naród, który przystosował się do życia odosobnionego spoczynku bez walki, jest ostatecznie przeznaczony do ukorzenia się przed innemi narodami, które nie straciły zalet męzkich i awanturniczych. Jeżeli istotnie mamy być wielkim narodem, musimy szczerze usiłować odegrać wielką rolę na świecie. Nie możemy unikać przystępowania do wielkich zadań. Wszystko, co możemy tu określić, ogranicza się do tego, czy zabierzemy się do nich źle, czy dobrze. W r. 1898 nie mogliśmy uniknąć spojrzenia oko w oko zagadnieniu wojny z Hiszpanią. Mogliśmy tylko zadecydować, czy jak tchórze usuniemy się od wojny, czy weźmiemy w niej udział, jak przystało narodowi mężnemu i gorącemu, i — raz zaangażowani — czy porażka lub powodzenie uwieńczy nasze sztandary. To samo jest teraz. Nie możemy uniknąć odpowiedzialności, która spada na nas za to, co się dzieje na Hawai, Kubie, Porto-Rico i Filippinach. Wszystko, co możemy zadecydować, ogranicza się do wyboru sposobu, który odbije się na kredycie narodu, lub postępowania tak, że te nowe zagadnienia wypełnią ciemną i pełną wstydu kartę naszej historyi. Mamy dane zagadnienie do rozwiązania. Jeżeli zdecydujemy się przystąpić do niego, to naturalnie istnieć będzie zawsze niebezpieczeństwo, że je rozwiążemy źle, ale jeżeli odmówimy rozwiązania, to zdobędziemy tylko pewność, że go nigdy nie rozwiążemy dobrze. Ludzie bojaźliwi, ludzie leniwi, ludzie pozbawieni zaufania do swego kraju, wreszcie ludzie, których tępe umysły nie odczuwały nigdy tych potężnych wstrząśnień, od których „drżały cesarstwa w mózgach ludzi surowych” — wszyscy ci naturalnie sprzeciwiają się wzięciu przez naród na swoje barki nowych obowiązków; sprzeciwiają się, kiedy budujemy flotę i organizujemy armię odpowiednio do naszych potrzeb, nie chcą, abyśmy spełniali część dzieła świata, wyprowadzając porządek z chaosu na tych cudnych i wielkich wyspach zwrotnikowych, z których dzielność naszych żołnierzy i marynarzy wygnała sztandar hiszpański. Wszyscy ci ludzie boją się życia żywego, boją się jedynego życia narodowego, które przeżyć warto. Wierzą oni w życie zamknięte, które podrywa w narodzie cnoty śmiałe, jak podrywa je w jednostkach, albo też poślubili to dążenie do zysku, nizkie i chciwe, które w komercyalizmie widzi jedyną racyę i cel życia narodu, zamiast rozumieć, że chociaż jest on czynnikiem koniecznym, to wszakże jednym tylko z czynników, które sprzyjają rozwojami chwały narodowej. Żaden kraj nie może trwać długo, jeżeli jego podwaliny nie tkwią mocno w pomyślności materyalnej, która pochodzi z oszczędności, z ducha energii i przedsiębiorczości w interesach, z twardego i nieustannego wysiłku na polach działalności przemysłowej; ale z drugiej strony żaden naród dotąd nie był prawdziwie wielkim, jeżeli liczył wyłącznie na pomyślność materyalną. Oddajmy winną cześć budowniczym naszej pomyślności materyalnej, wielkim wodzom przemysłu, którzy budowali nasze faktorye, nasze drogi żelazne, ludziom silnym, których ręce lub mózgi trudzą się dla bogactwa — bo wielkim jest dług narodu wobec nich i wobec ludzi ich gatunku. Ale dług nasz jest jeszcze większy wobec tych ludzi, których typ najwyższy wcielił się w mężów stanu, jak Lincoln, lub w żołnierzy, jak Grant. Ci życiem swojem dowiedli, że uznają, prawo pracy, prawo walki; trudzili się, aby zdobyć dobrobyt dla siebie i dla tych, co od nich zależeli; uznali przecież, że istnieją, inne, wyższe nawet obowiązki — obowiązki względem narodu, obowiązki względem rasy.
Nie możemy wiecznie pozostawać skupieni w granicach naszych i przyznawać się, że jesteśmy tylko gromadą przekupniów w dobrobycie, których nic nie obchodzi, co się dzieje po za nimi. Taka polityka nie osiągałaby nawet swego celu, bo skoro narody dochodzą do tego, że mają interesy coraz szersze, a więc muszą stykać się z sobą coraz więcej, zatem, jeżeli chcemy zachować nasze stanowisko w walce o przewagę handlową i morską, musimy budować podwaliny naszej potęgi na zewnątrz granic naszych. Musimy przekopać przesmyk, musimy wybudować kanał i zająć wygodne pozycye, które zapewnią nam prawo głosu przy rozstrzyganiu losów oceanów Wschodu i Zachodu.
To dotyczy strony handlowej. Ze stanowiska honoru międzynarodowego argument byłby jeszcze silniejszy. Armaty, które grzmiały pod Manillą i Santiago pozostawiły po sobie echa sławy naszej, ale także spuściznę obowiązków. Gdybyśmy wykorzenili tyranię średniowieczną, aby na jej miejscu postawić tylko dziką anarchię, bylibyśmy zrobili lepiej, nie rozpoczynając wcale tego zadania. Gorzej niż zbędnem jest zdanie, że nie mamy tam żadnych obowiązków do spełnienia i że możemy pozostawić swemu losowi wyspy przez nas zdobyte. Tego rodzaju postępowanie byłoby nikczemnem. Następstwem jego byłby natychmiast zamęt na tych wyspach nieszczęsnych. Inne państwo, mocniejsze, mężniejsze byłoby zmuszone do interwencyi i do spełnienia dzieła, a my wyszlibyśmy na samiczki, niezdolne do doprowadzenia do zupełnego powodzenia sprawy, którą chciwi są podjąć wielkie narody o podniosłej duszy.
Dzieło musi być spełnione; nie możemy uniknąć ciążącej na nas odpowiedzialności i jeżeli mamy pewną wartość, to będziemy szczęśliwi wobec tej sposobności pracy, tej sposobności pokazania, że możemy sprostać jednemu z wielkich zadań, wkładanych przez cywilizacyę współczesną. Ale nie łudźmy się sami co do doniosłości tego zadania. Nie dajmy się omamić pustą chwałą, nie przeceniajmy ponad jego istotną wagę wysiłku, którego zadanie to będzie wymagało od naszych zdolności.
Nadewszystko, ponieważ stawiamy wysoko poszanowanie samych siebie, stoimy wobec odpowiedzialności z powagą, z odwagą i stanowczą decyzyą, której sprawa wymaga.
Powinniśmy żądać od naszych mężów stanu, którzy mierzyć się mają z temi nowemi trudnościami, najwyższego stopnia zdolności i zręczności. Powinniśmy żądać najsurowiej zdania rachunków od tych sług publicznych, którzy okazują się niewierni interesom narodu, albo niezdolni do podniesienia się na poziom nowych, wysokich wymagań, stawianych naszym siłom i naszym środkom.
Naturalnie, musimy pamiętać, że nie trzeba sądzić żadnego sługi publicznego na zasadzie jednego tylko czynu, a przedewszystkiem musimy strzedz się napadania na ludzi, którzy są tylko powodami, a nie przyczynami klęsk. Pozwólcie, że uwydatnię to, co chcę powiedzieć, przykładami z armii i marynarki. Gdyby wypadło prowadzić nam wojnę przed dwudziestu laty, okazałoby się, że marynarka jest do tego równie mało przygotowana, jak armia. W owej porze statki nasze nie mogłyby się zetknąć z powodzeniem z hiszpańskiemi, tak samo, jak dziś nie moglibyśmy postawić naszych żołnierzy, pomimo ich męztwa, mało wyćwiczonych i uzbrojonych archaiczną bronią, nabitą prochem czarnym, naprzeciw wojsk regularnych, uzbrojonych w najlepszego systemu współczesne karabiny-repetyery. Ale w pierwszych latach dziewiątego dziesiątka uwaga narodu skupiła się na naszych potrzebach morskich. Kongres bardzo mądrze powziął szereg rozporządzeń, w celu stworzenia nowej marynarki; pod szeregiem sekretarzy, zdolnych i patryotów, należących do obu stronnictw politycznych, stworzono stopniowo marynarkę, aż póki jej materyał nie dorównał jej wspaniałemu personelowi, z tym rezultatem, że podczas lata 1898 roku stanęła na właściwem miejscu, jako jedna z najświetniejszych i najgroźniejszych marynarek wojennych całego świata. Słusznie i sprawiedliwie oddajemy cześć ludziom, którzy rządzili marynarką w tym czasie, kiedy spełniła te wielkie czyny, oddajemy cześć sekretarzowi Longowi i admirałowi Deweyowi, kapitanom, którzy prowadzili statki w rozprawie, nieustraszonym porucznikom, którzy narażali się na śmierć w mniejszych łodziach, i naczelnikom wydziałów w Waszyngtonie, którzy czuwali, aby statki były dowodzone, uzbrojone, obsadzone załogą, zaopatrzone tak, aby dawały jaknajlepsze rezultaty. Ale pamiętajmy też zawsze, że wszystko to nie posłużyłoby na nic bez mądrości ludzi, którzy podczas poprzedzającego piętnastolecia stworzyli naszą marynarkę. Przypomnijcie sobie sekretarzy marynarki podczas tego okresu, pamiętajcie o senatorach i deputowanych, którzy przez głosy swoje dali pieniądze, niezbędne na budowę i uzbrojenie statków, na odlanie wielkich armat i wyćwiczenie załóg; pamiętajcie też i o tych, którzy zbudowali istotnie te statki uzbrojone i armaty, pamiętajcie o admirałach i kapitanach, którzy manewrowali pancernikami, krążownikami i torpedowcami na wysokich wodach, pojedyńczemi statkami i eskadrami, rozwijając zdolności morskie, artyleryę, działania wspólne, które ich następcy zużytkowali tak chwalebnie w Manilli i w zatoce Santiago. Ale, panowie, pamiętajcie i o stronie przeciwnej. Pamiętajcie, że sprawiedliwość ma dwie strony. Bądźcież sprawiedliwi względem tych, którzy stworzyli marynarkę i przez miłość dla kraju, przez pamięć o jego przyszłości, pamiętajcie o tych, którzy byli przeciwni jej utworzeniu. Czytajcie sprawozdania kongresu. Znajdziecie senatorów i deputowanych, którzy sprzeciwiali się kredytom na budowę nowych statków, którzy sprzeciwiali się zakupom uzbrojeń i narzędzi, bez jakich statki byłyby bez wartości, którzy byli przeciwni wszelkim subsydyom na marynarkę i starali się obcinać ilość ludzi, potrzebnych na załogi naszej floty. Ludzie, którzy to czynili, pracowali wspólnie nad sprowadzeniem klęsk na kraj. Nie spływa na nich ani cząsteczka chwały z pod Manilli i Santiago. Nie mają żadnej podstawy do dumy z powodu wartości naszych wodzów morskich i rozgłosu naszego sztandaru. Motywy ich czynów mogły być dobre lub złe, lecz czyny były ciężko brzemienne nieszczęściami. Czynili źle dla honoru narodowego i wyszliśmy zwycięzko wbrew ich ciemnej opozycyi.
Teraz zastosujmy to wszystko do dzisiejszych mężów stanu. Armia nasza nigdy nie była zorganizowana tak, jak być powinna. Przed takiem audytoryum, jak wasze, nie będę zwalczał dziecinnego zarzutu, że narodowi liczącemu 70 milionów wolnych ludzi grozi utrata wolności z powodu istnienia stutysięcznej armii, której trzy czwarte będą użyte na pewnych obcych wyspach, w niektórych fortecach i na terytoryach indyjskich. Żaden człowiek rozsądny i mocnego serca nie może brać na seryo tego zarzutu. Jeżeli jesteśmy takiemi samiczkami, jak to przypuszcza zarzut powyższy, to na wszelki sposób jesteśmy niegodni wolności. Niema w Stanach Zjednoczonych ciała zorganizowanego, któremu kraj byłby winien więcej, niż dzielnym oficerom i ludziom, zwerbowanym do armii i marynarki. Nie ma ciała, które byłoby mniej niebezpieczne dla ludu, i nie ma żadnego, z którego ten lud powinienby być bardziej dumny, żadnego, które powinnienby bardziej chcieć zorganizować i podnieść.
Armia nasza potrzebuje reorganizacyi zupełnej — nietylko powiększenia liczebnego — a reorganizacya może być tylko następstwem uchwały prawodawczej. Powinien być utworzony odpowiedni sztab generalny, a stanowiska oficerów artyleryi, intendentów i kwatermistrzów powinny być wyłączone z szeregów liniowych.
Nadewszystko trzeba dać armii sposobność do ćwiczeń w wielkich masach. Wtedy nie patrzylibyśmy już nigdy na generał-majorów, dowodzących dywizyami — jak to widzieliśmy w wojnie hiszpańskiej — podczas gdy poprzednio nie komenderowali nawet trzema kompaniami na placu. A jednak — rzecz nie do uwierzenia — kongres okazał dziwną niezdolność do zrozumienia niektórych nauk, płynących z wojny.
Znalazły się liczne grupy ludzi w obu stronnictwach, które sprzeciwiały się wypowiedzeniu wojny, które sprzeciwiały się ratyfikacyi pokoju, sprzeciwiały się utworzeniu armii, a nawet zakupieniu opancerzenia dla statków wojennych i krążowników, kładąc absolutne veto budowaniu dla marynarki statków wojennych najnowszego typu. Gdyby w ciągu najbliższych lat armie nasze lądowe i morskie poniosły jaką klęskę i gdyby z tego powodu spadła hańba na Stany Zjednoczone, pamiętajcie, że wyrok potępienia padnie na tych ludzi, których nazwiska ukażą się po złej stronie list głosowań kongresu nad temi ważnemi sprawami.
Na nich spadnie ciężar wszystkich strat żołnierzy i marynarzy, całej hańby dla sztandaru, a na was i na lud tego kraju spadnie potępienie, jeżeli w ten, czy w inny sposób nie wyrzekniecie się tego, co ci ludzie zrobili. Potępienie nie będzie ciążyło na niedoświadczonym wodzu wojsk niewyćwiczonych, na urzędnikach cywilnych ministeryum, którego organizacyę pozostawiono na stopie zupełnie nieodpowiedniej, ani na admirale, który posiadał niedostateczną liczbę statków, ale na tych ludziach publicznych, którym zbrakło przezorności do tego stopnia, że odrzucili możność zaradzenia złemu zawczasu, oraz na narodzie, który stoi za nimi.
Więc w danej chwili znaczna część odpowiedzialności za krew, wylaną na Filippinach, za krew naszych braci i ich dzikich, a ograniczonych nieprzyjaciół spada na tych, którzy słowami swemi, bardziej niż bezsensownemi, zachęcali lekkomyślnie dziki lud do wojny, napewno brzemiennej klęskami, wojny, w której nasi dzielni ludzie, idący ze sztandarem, musieli zapłacić za głupi i śmieszny humanitaryzm gadułów, którzy spokojnie zostali u siebie w domu.
Armia i marynarka są mieczem i tarczą, które naród ten nosić winien, jeżeli chce spełnić swój obowiązek między narodami świata, jeżeli nie chce być poprostu Chinami półkuli zachodniej. Nasze własne postępowanie wobec wysp podzwrotnikowych, które wydarliśmy Hiszpanii, jest poprostu kształtem, który w danej chwili wziął na siebie nasz obowiązek. Naturalnie mamy obowiązek dobrze zarządzać interesami naszego własnego domu. Musimy czuwać nad tem, aby w naszej administracyi wewnętrznej stanów, państwa i narodu panowała uczciwość obywatelska, czystość obywatelska i zdrowy zmysł obywatelski. Musimy walczyć o uczciwość w sprawowaniu urzędów, o uczciwość wobec wierzycieli narodu i jednostek, o najszerszą swobodę inicyatywy indywidualnej tam, gdzie to jest możliwe, i o najmądrzejszą kontrolę inicjatywy indywidualnej tam, gdzie zachowuje się wrogo wobec dobrobytu mas. Ale to, że chcemy utrzymywać porządek w naszym domu, nie zwalnia nas od obowiązku odgrywania roli w sprawach świata. Pierwszemi obowiązkami człowieka są obowiązki względem jego ogniska domowego, ale nie zwalniają go przez to od obowiązków względem państwa, bo jeżeli zaniedba tych drugich obowiązków, to grozi mu utrata swobody. Tak samo, jeżeli najpierwsze obowiązki narodu są wewnątrz jego granic, nie zwalnia go to od pełnienia obowiązków wobec całego świata: jeżeli unika takiego postępowania, to zaniedbuje prawo swoje do walki o miejsce między ludami, które budują losy świata.
W Indyach Zachodnich i na Filipinach stoimy wobec najtrudniejszych zagadnień. Usuwać się od rozstrzygania ich jak się należy, byłoby tchórzostwem, bo muszą być rozstrzygnięte, jeżeli nie przez nas, to przez inną jakąś mężniejszą i mocniejszą rasę. Jeżeli jesteśmy zbyt słabi, zbyt egoistyczni, albo zbyt bezmyślni, aby je rozstrzygnąć, inny lud śmielszy i zdolniejszy musi przystąpić do rozwiązania. Osobiście zbyt mocno wierzę w wielkość mojej ojczyzny i w potęgę moich rodaków, abym na chwilę nawet przypuszczał, że kiedykolwiek czeka nas ta alternatywą nikczemna.
Zagadnienia są różne na różnych wyspach. Porto-Rico nie jest dość duża, aby mogła pozostać osamotnioną. Musimy rządzić nią mądrze i dobrze, zwłaszcza w interesie jej ludu. Kuba — zdaniem mojem — ma prawo rozstrzygać sama w ostatniej instancyi: czy będzie państwem niezależnem, czy też wybitną cząstką najpotężniejszej z rzeczypospolitych. Ale zanim zapanuje stały porządek i spokój, musimy pozostać na wyspie, aby ją zabezpieczyć, a nasi przedstawiciele wojskowi i cywilni muszą składać dowody taktu, zrozumienia sytuacyi, umiarkowania i odwagi, utrzymując pokój, wykorzeniając bezlitośnie rozbójnictwo, opiekując się równomiernie wszystkimi, a przecież okazując właściwe uznanie tym, którzy walczyli o niepodległość Kuby. Filipiny przedstawiają zagadnienie jeszcze trudniejsze. Ludność ich składa się z urodzonych chrześcijan, pół-białych, muzułmanów wojowniczych i dzikich pogan. Wielu z ich mieszkańców jest zupełnie niezdolna do samorządu i nie wykazuje możliwości uzdolnienia. Inni z czasem mogą okazać się powołani, ale teraz mogą uczestniczyć w samosądzie tylko pod rozważnym dozorem, równocześnie stanowczym i dobroczynnym. Wygnaliśmy z wysp tyranię hiszpańską. Jeżeli pozwolimy teraz, aby zastąpiła ją dzika anarchia, to pracowaliśmy dla zła, a nie dla dobra. Mam mało cierpliwości wobec tych, którzy obawiają się wzięcia na barki zadania rządzenia Filipinami i którzy oświadczają wyraźnie, że obawiają się, usuwając się od niego z powodu wydatków i ambarasu, ale mam jeszcze mniej cierpliwości wobec tych, którzy maskują swoją nieśmiałość pozorami humanitaryzmu i którzy czułym tonem opowiadają o „wolności” i o „zgodzie rządzonych”, aby uniewinnić swoją niechęć odegrania roli mężów. Gdyby wprowadzono w czyn ich doktryny, bylibyśmy zmuszeni do pozostawienia Apaszów Arizony ich własnemu losowi, do usunięcia się od wszelkiej interwencyi w rezerwach indyjskich. Ich doktryny potępiają waszych i moich przodków za to, że osiedli w tych Stanach Zjednoczonych.
Panowanie angielskie w Indyach i Egipcie przyniosło Anglii wielkie korzyści, bo wychowało pokolenia ludzi, przyzwyczajając ich do szerokiego i wysokiego pojmowania życia poblicznego. Ale było jeszcze bardziej korzystne dla Indyi i Egiptu. Wreszcie i nadewszystko posunęło naprzód sprawę cywilizacyi. Otóż, jeżeli dobrze spełnimy nasz obowiązek na Filipinach, podniesiemy opinię narodu, która jest najwyższą i najlepszą cząstką życia narodowego, okażemy wielkie dobrodziejstwo ludowi wysp Filipińskich, a nadewszystko odegramy dobrze naszą rolę w tem wielkiem dziele podniesienia ludzkości. Ale pamiętajcie zawsze, że, aby spełnić to zadanie, musimy wykazać w bardzo wysokim stopniu zalety odwagi, uczciwości i zdrowego sądu. Opór musi być wykorzeniony. Najpierwszem i najważniejszem dziełem do spełnienia jest zapewnienie przewagi naszego sztandaru. Zanim zrobimy cośkolwiekbądź innego, musimy stłumić opór zbrojny, a w postępowaniu z naszym wrogiem nie może być ani układów, ani wahania. Co do tych w naszym kraju, którzy zachęcają nieprzyjaciela, możemy lekceważyć ich i pogardzać nimi, ale nie trzeba zapominać, że słowa ich, choć godne pogardy, są zdradą stanu.
Skoro raz nareszcie stłumimy opór zbrojny, kiedy prawo nasze zostanie uznane, rozpocznie się jeszcze trudniejsze zadanie, bo wówczas wypadnie nam czuwać, aby wyspy były rządzone z absolutną uczciwością, i zdrowym rozsądkiem. Jeżeli pozwolimy, aby służba publiczna wysp stała się łupem drapieżnych politykantów, postawimy krok na tej drodze, która doprowadziła Hiszpanię do własnej zguby. Powinniśmy posyłać tam tylko ludzi dobrych i zdolnych, wybranych z powodu ich zdolności, a nie ze względów stronniczych, a ludzie ci powinni nietylko wymierzać bezstronną sprawiedliwość mieszkańcom miejscowym i służyć swemu rządowi uczciwie i wiernie, ale powinni także wykazywać największy takt i największą stanowczość, pamiętając o tem, że względem ludzi, z jakimi oni będą mieli do czynienia, słabość jest największą ze zbrodni i że prowadzi za sobą brak poszanowania dla reprezentowanych przez nich zasad.
A więc, współobywatele moi, zwracam waszą uwagę, że kraj nasz wymaga nie życia próżniaczego, ale życia mocnego wysiłku. Staje przed wami w mgle wiek XX, brzemienny losami wielu narodów. Jeżeli będziemy tu stali leniwie, jeżeli będziemy tylko poszukiwali spokoju próżniaczego i pokoju nikczemnego, jeżeli będziemy się usuwali od sumiennego współzawodnictwa, w którem ludzie muszą zwyciężać za cenę życia i stawiając na kartę wszystko, co mają najdroższego, wówczas narody śmielsze i mocniejsze wyprzedzą nas i zdobędą dla siebie panowanie nad światem.
Stańmyż więc śmiało wobec życia — walki, zdecydowani spełnić nasz obowiązek śmiało i mężnie, zdecydowani na popieranie prawa słowem i czynem, zdecydowani być równocześnie uczciwymi i mężnymi, służyć wysokiemu ideałowi, a przecież stosować metody praktyczne. Nadewszystko, nie cofajmy się przed żadną walką moralną albo fizyczną, wewnątrz lub nazewnątrz narodu, bylebyśmy tylko byli pewni, że walka jest usprawiedliwiona, bo tylko przez walkę, przez wysiłek twardy i niebezpieczny osiągniemy ostatecznie kres prawdziwej wielkości narodu.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Theodore Roosevelt i tłumacza: Ludwik Włodek.