Dopóki ziemia (Konopnicka, 1915)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Dopóki ziemia
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom II
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolf
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tom II
Indeks stron
II.

Dopóki ziemia pełna łez i bólu,
Nie wolno tobie przywdziewać purpury,
Człowieku, przyszłość dziedziczący królu!

Dopóki będzie choć jeden duch, który
W słoneczne prawdy okręgi nie wzleci,
Nie wolno ci się zwać panem natury.

Dopóki krzywdy minionych stuleci
Nie wypowiedzą skarg swoich bez końca,
Niech milczą w róże zwieńczeni poeci.

Dopóki więcej nocy nam, niż słońca,
Niechaj się człowiek zdobyczą światłości
Nie mieni hardo — wśród ciemnych tysiąca.

Dopóki wielki dług sprawiedliwości
Niewypłacony miljonom nędzarzy,
Niech nikt nie mówi, że daje z litości.

Póki u prawdy tajemnych ołtarzy
Duch myśliciela, jak płomień, ulata,
Któż się: »bezbożny« mówić nań odważy?

Dopóki wielkie niedole wśród świata
Są, jako węzły, co łączą plemiona,
Nie mów: »Jam obcy« — bo wskażę ci brata.

Dopóki jedna łza niepocieszona,
Granity żłobiąc, na ziemię upada,
Przepaści swego nie zakryją łona.

Dopóki przeszłość, pokutnica blada,
Win swych nie zetrze czynami wielkiemi,
Idź i rozmyślaj na grobie pradziada!


Jeśli ci dano rozumieć głos ziemi,
Padaj nań piersią i słuchaj w milczeniu,
Co mówi dziejów echami grzmiącemi.

Dopóki Boga masz w swojem sumieniu,
Nie troszcz się o to, gdzie, w jakiej świątnicy
I jak oddają cześć Jego imieniu.

Póki przyroda w zamkniętej przyłbicy,
Niezwyciężona wobec wiedzy stoi,
Nie wolno broni składać, zapaśnicy;

Póki jutrzennych przyszłości podwoi
Nie wezmą szturmem szlachetni szermierze,
Niech każdy wiarą w zwycięstwo się zbroi.

Nieśmiertelności siła jest w ofierze;
Ukrzepia prawdę, kto żywot w nią kładzie;
Wielki, kto ginąc za nią, woła: »Wierzę!«

W upadku hańba nie leży, lecz w zdradzie;
Odstępca ducha, na wieki przeklęty,
Powstaje w dziejach, jak upiór w balladzie.

Jeżeli cel twój szlachetnie wytknięty,
Idź, choć współcześni obrzucą cię błotem:
Wieki zeń przyszłe wykują djamenty.

Idź, chociaż czoło oblewa się potem,
Bo on jest rosą dla promieni ducha,
Który dojrzewa ludom ziarnem złotem.

Dopóki przyczyn i następstw łańcucha
Nie rozplatałeś po jednem ogniwie,
Nie mów: »To chaos!« — bo prawo cię słucha.

Dopóki ludzkość w młodzieńczym porywie,
Marzy o skrzydłach, by wzlecieć w błękity,
Nie wolno wątpić o niej: ona żywie!


I chociaż pada, jak Ikar[1] rozbity,
Ślad się zostanie i ognista droga,
Po której wieki z zmierzchów przejdą w świty.

Dopóki dojrzyć możesz z swego progu
Gwiaździsty rąbek niebiosów nad głową,
Nie mów, żeś nigdy nie oglądał Boga.

Dopóki jesteś, istniejesz w naturze;
Gdy cię już niema, istniejesz w niej jeszcze:
Któż wie, skąd wzeszły wiosną białe róże?

Nicość, to słowo straszne i złowieszcze,
Dźwiękiem jest tylko; nie zna go przyroda,
Wiecznie czująca macierzyństwa dreszcze.

Gdy serce twoje usypia pogoda,
Wiedz, że w tej chwili glob drży w swej orbicie[2]
I że twój spokój ciszy mu nie doda.

Tchnieniem ust twoich jest własne twe życie;
Lecz ty sam tchnieniem jesteś twego wieku.

Póki zwycięzcą nie staniesz na szczycie,
Orły są wyżej od ciebie, człowieku!



Grafika na koniec utworu 3.png

Przypisy

  1. Ikar, syn Dedala, wzleciał wraz z ojcem na skrzydłach w powietrze; lecz kiedy, nie słuchając rad ojca, za wysoko wzbił się ku słońcu, wosk, którym zlepione były pióra skrzydeł, roztopił się od promieni słonecznych i niebaczny młodzieniec wpadł do morza, które od niego nazwano Ikaryjskiem.
  2. Orbita (z łac.) — kolej, droga, jaką obiega planeta.


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.