Dziennik wygnańca/Po czwartym nowiu

<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Fredro
Tytuł Dziennik wygnańca
Pochodzenie Dzieła Aleksandra Fredry tom XIII
Data wydania 1880
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały dziennik
Pobierz jako: Pobierz Cały dziennik jako ePub Pobierz Cały dziennik jako PDF Pobierz Cały dziennik jako MOBI
Indeks stron

Po czwartym nowiu.

Kilka dni temu... kilkanaście... znowu straciłem rachunek, poszedłem po drzewo. Burza powstała; zamiast wrócić w południe, nie wróciłem, aż w nocy — przemokłem, przeziębłem, nie było ognia; utrudzony padłem przy ścianie i zasnąłem; rano cała odzież była lodem; chorowałem, stara kobieta z najbliższéj chaty przychodziła do mnie; byłbym zginął bez jéj pomocy. Jestem zdrowszy, ale słaby, bardzo słaby, ledwie pióro trzymam. Zimno i gorączka. Ach, żebym miał jaki napój ciepły, możeby rozegrzał to wieczne zimno — woda nie dobra, znieść jéj nie mogę. Żeby kto wstąpił do mojéj chaty! możeby mi co poradził. Kobieta raz tylko na dzień przychodzi, nie rozumie... pomódz nie umie; żeby kto mnie poratował, możebym żył jeszcze. Żal umierać, jeszczem młody — możebym kiedy wrócił do swoich — tylko pragnienie, to nieznośne pragnienie, żeby można czem ugasić... jeszcze jestem dość silny... jeszczebym mógł...
Dziś mi daleko lepiéj — sam już ogień roznieciłem, mogę chodzić koło ściany; — o wiele jestem zdrowszy... może przyjdę do zdrowia... jeszcze wrócę do ojczyzny, uściskam moją Maryą, moje lube dzieci...
Wszystko się zmienia — miałożby tylko nieszczęście być niewzruszone? Zawsze stałe, zawsze równe? czy pierwszym byłbym dopiero, który cierpiał i przestał cierpieć? Jednak bardzom słaby.
Mam nadzieję, wiosna mnie uzdrowi; na wiosnę wrócę do domu — ach, jak odetchnę przy tobie Maryo! Jakżem się bez was stęsknił moje dzieci, — żeby tylko wiosna prędko...
Dawno... o bardzo dawno nie pisałem — ledwie mogę... osłabłem... te dwa pióra zawsze w ręku przeszkadzają... Maryo!... Dzie...


Ten zawcześnie przerwany dziennik, przywiózł oficer przejeżdżający. Domyślił się w jakim języku pisany. Kartki nie było przyłączonéj, jak to był zamiar piszącego, nie wykonał zatem jego żądania a może i nie mógł wykonać. Raz w kraju łatwo odgadnięto czyj rękopism, ale Maryi już nie było. Od rozłączenia się nagłego z mężem, nie przyszła do zupełnego odzyskania zmysłów. O pół do pierwszéj co do minuty w dobę po jéj nieszczęściu żyć przestała. Dzieci zdrowe, wesołe — w obcym domu, ale pod opieką Boga — w Nim nadzieja — ufajcie!






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Fredro.