<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucy Maud Montgomery
Tytuł Emilka ze Srebrnego Nowiu
Wydawca Księgarnia Popularna
Data wyd. 1936
Druk Drukarnia B-ci Wójcikiewicz
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Maria Rafałowicz-Radwanowa
Tytuł orygin. Emily of New Moon
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
19.
POJEDNANIE

Emilka nasłuchiwała z niepokojem w poniedziałek rano, ale żaden złowieszczy dźwięk nie dochodził jej uszu. Wieczorem tegoż dnia spotkała, wracając ze szkoły, Wysokiego Jana, który jechał pod górę bryczką.
— Czy wolno pani służyć windą, panno Emiljo ze Srebrnego Nowiu? — spytał uprzejmie.
Emilka wdrapała się na bryczkę, czuła się nieswojo. Ale Wysoki Jan uśmiechał się bardzo przyjaźnie.
— A zatem podbiłaś serce ojca Cassidy — rzekł. — Powiedział do mnie: najsłodsza dziewuszka, jaką kiedykolwiek widziałem na świecie. Aż się serce ściska, że się jest biednym, samotnym księdzem.
— W ładną sytuację mnie wplątałaś — ciągnął dalej Wysoki Jan z uśmiechem — jestem równie dumny, jak Murrayowie, a twoja ciotka Elżbieta powiedziała mi rzeczy, których się nie zapomina. Więc postanowiłem wyciąć lasek, a ty przysyłasz mi księdza, który mi w twojem imieniu wyjeżdża z argumentami nie do odparcia. Ale zapowiedziałem mu, że muszę się z tobą porozumieć i że ostateczna decyzja zależy od ciebie.
— Cóż ja mam zrobić, panie Wysoki Janie? — spytała Emilka, poruszona.
— Musisz puścić w niepamięć tę historję z jabłkiem. A potem musisz nadal przychodzić do mnie. Brak mi ciebie, ciebie i Ilzy, więc skoro ja robię ci tak wielkie ustępstwo, to przynajmniej muszę uzyskać wzamian naprawę naszych stosunków. Przypomnij sobie, jakie one były dobre przed ową aferą z jabłkiem.
— Ależ, panie Wysoki Janie, przyjdę bardzo chętnie, o ile mi ciotka Elżbieta pozwoli.
— Powiedz jej, że jeżeli nie pozwoli, wytnę do ostatniego pnia!.... A przytem ty sama musisz mnie poprosić, żebym tego nie robił. O ile to uczynisz dość ładnie, nie dotknę ani jednego drzewka. W przeciwnym razie wytnę wszystko bez względu na księdza — zakończył Wysoki Jan.
Emilka zebrała myśli i siły. Złożyła ręce poprzez rzęsy, podniosła oczy na Wysokiego Jana, uśmiechnęła się tym swoim stopniowo rozkwitającym uśmiechem (Emilka miała instynktowną kokieterję kobiecą) i rzekła:
— Proszę, panie Wysoki Janie — odkaszlnęła — proszę, niech pan mi pozostawi ten uroczy gaik, który ja kocham, czy dobrze?
— Z pewnością, że to zrobię. Przyzwoity Irlandczyk zawsze czyni to, o co go prosi kobieta. To nas zgubiło. Zawsze byliśmy na łasce i niełasce spódniczek. Gdybyś była przyszła prosto do mnie, byłabyś osiągnęła ten sam rezultat, co idąc do probostwa. Ale musisz dotrzymać drugiej części układu. Jabłka już dojrzały, a szczurów niema: poszły do piekła.
Emilka wbiegła jak wicher do kuchni Srebrnego Nowiu.
— Ciotko Elżbieto, Wysoki Jan nie wytnie gaiku, przyrzekł mi, że tego nie uczyni, ale ja mam wzamian odwiedzać go od czasu do czasu, o ile ty pozwolisz.
— Sądzę, że chodziłabyś bez względu na moje pozwolenie — rzekła ciotka Elżbieta. Ale głos jej był mniej ostry, niż zwykle. Nie byłaby przyznała, jak dalece słowa Emilki ją ucieszyły. Ale widać to było w całej jej postawie.
— Oto jest list do ciebie. Chciałabym wiedzieć, co to znaczy.
Emilka porwała list z ciekawością i niepokojem.
Po raz pierwszy otrzymywała prawdziwy list pocztą, napełniło ją to rozkoszą. Zaadresowany był energicznym charakterem pisma: WPanna Emilja Starr, Srebrny Nów, Czarnowoda. Ale....
— Otworzyłaś go! — zawołała Emilka, oburzona.
— Naturalnie. Nie będziesz otrzymywała listów bez mojej wiedzy, panienko. Chciałabym wiedzieć, jakim sposobem ojciec Cassidy pisuje do ciebie, skąd się to wzięło? I do tego takie niedorzeczności?
— Byłam u niego w sobotę — wyznała Emilka, widząc, że wyszło szydło z worka. — Prosiłam go, żeby wpłynął na Wysokiego Jana i nie dopuścił do wycięcia gaiku.
— Emiljo Byrd Starr!
Powiedziałam mu, że jestem protestantką — zawołała Emilka. On rozumie wszystko. Zachowywał się, jak każdy człowiek. Wolę go, niż pana Dare’a.
Ciotka Elżbieta nic nie odpowiedziała. Zwiastunowi dobrej wieści dużo się przebacza. Poprzestała na niechętnem spojrzeniu, a Emilka zbyt była uszczęśliwiona, aby zwracać na to uwagę. Poszła ze swym listem na strych i tam czytała pilnie.
„Perełko - Emileczko”, pisał ojciec Cassidy. „Widziałem się z twym przyjacielem i pewien jestem, że twój lasek będzie ocalony i że będziesz mogła tam pląsać po dawnemu, rusałeczko. Powinnaś, mojem zdaniem poprosić osobiście pana Sullivana o względy dla twych kochanych drzewek, możesz być spokojna: on jest bardzo rozsądny. Trzeba tylko wiedzieć, kiedy, co i jak. Jak się ma nowa mowa? Jakie postępy czyni poemat epiczny? Mam nadzieję, że nie masz już kłopotów z wyprowadzeniem „Dziecięcia Morza” na czyste wody. Bądź nadal przyjaciółką wszystkich elfów, oraz

Twego pełnego podziwu przyjaciela
James’a Cassidy.

P. S. Bey kłania Ci się. Jak się nazywa kot w Waszym języku? Chyba nie znalazłaś dźwięku bardziej kociego, niż „kot”, co, nieprawdaż?”

Wysoki Jan opowiadał szeroko o odwołaniu się Emilki do ojca Cassidy, radując się tem wydarzeniem, jako arcypociesznem. Rhoda Stuart orzekła, iż ona zawsze wiedziała, że Emilja Starr jest przewrotną dziewczyną, panna Brownell oświadczyła, że nic jej nie zdziwi nigdy ze strony Emilki, a dr. Burnley nazywał ją Djabełkiem z akcentem coraz to większego podziwu. Perry powiedział, że Emilka jest „pyszny numer”, a Tadzio dumny był ze swego pomysłu, gdyż on pierwszy jej to doradził. Ciotka Elżbieta znosiła wszystko w milczeniu, a ciotka Laura była zdania, że mogło być gorzej. Ale uszczęśliwił Emilkę kuzyn Jimmy.
— Toby było zagładą mego ogrodu i ciosem dla mego serca, Emilko — rzekł. — Jesteś kochaną, dzielną dziewczynką, że temu zapobiegłaś.
W miesiąc później pojechała ciotka Elżbieta z Emilką do Shrewsbury, ażeby kupić dziewczynce zimowe palto. Spotkały w sklepie ojca Cassidy. Ciotka Elżbieta ukłoniła się sztywno, ale Emilka rzuciła się ku niemu radośnie.
— Cóż słychać z dyspensą Rzymu? — szepnął ojciec Cassidy.
Emilka była przerażona: gdyby tak ciotka Elżbieta usłyszała! Pomyśleć gotowa, że ona prowadzi tajne układy z Papieżem, takie, jakich nie prowadziła żadna dobra Presbiterjanka, ani szanująca się Murrayówna ze Srebrnego Nowiu. Ale ta druga Emilka, która w niej żyła podświadomie, dumna była z tajnego porozumienia między nią a księdzem. Skinęła głową poważnie, oczy jej wyraziły zadowolenie.
— Otrzymałam ją bez trudu — szepnęła.
— Świetnie — odrzekł ojciec Cassidy — życzę ci powodzenia, a życzę z całego serca! Do widzenia.
— Żegnaj, Ojcze Cassidy — odrzekła Emilka, uważając, że jest to pożegnanie bardziej w stylu intryg i spisków, niż „do widzenia”. Rozkoszowała się tem cichem porozumieniem przez resztę dnia. Ojciec Cassidy został wkrótce przeniesiony do innej parafji, ale Emilka zachowała o nim wspomnienie, jako o człowieku miłym i rozumiejącym bliźnich.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Lucy Maud Montgomery i tłumacza: Maria Rafałowicz-Radwanowa.