<<< Dane tekstu >>>
Autor Mieczysław Gwalbert Pawlikowski
Tytuł Kalecy
Pochodzenie Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)
Data wydania 1893
Wydawnictwo G. Gebethner i Spółka, Br. Rymowicz
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków – Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część II
Pobierz jako: Pobierz Cała część II jako ePub Pobierz Cała część II jako PDF Pobierz Cała część II jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
KALECY.

Mieczysław Pawlikowski.jpg


Pogodny dzień lata, czyste powietrze, pełne woni kwiatów, dalekie widne horyzonty. Rozmawiając z mędrcem, wyszliśmy za bramę ogrodu. I oto u bramy ujrzeliśmy człowieka, który, pozbawiony nóg od urodzenia, rączo posunął się ku nam, opierając się naprzemian, to na dłoniach, to na tułowiu.
— Bodajeście przepadli! — wołał ze złością, — wspomóżcie biednego kalekę!
Zadziwiły nas te słowa i prośba połączona z przekleństwem. Niektórzy poczytali go za warjata lub idjotę. A jednemu z nas przyszły na myśl słowa mędrca, dopiero co usłyszane, że wszelka wiedza i świadomość jest owocem porównania, chcąc więc sprawdzić, czy to twierdzenie nie poda klucza do rozwiązania zagadki, zapytał żebrzącego człowieka:
— Czemu prosisz złorzecząc? porównaj słowa twoje.
— Bodaj was, że was widzę! — odrzekł tenże; — gdybym znał tylko brata i siostrę, którzy także są bez nóg, jak ja, to-bym o kalectwie naszem nie wiedział. Ale widzę was, i wiem teraz, żem kaleka, wiem, niestety!
I przy tych słowach zasępił się i smutnie zwiesił głowę.
— Pociesz się — rzekł mu wtedy Mędrzec, — pociesz się i nie złorzecz nam, bo ty, ujrzawszy nas, kalectwo twoje przynajmniej poznałeś, a my naszego poznać nie możemy. Nie możemy poznać w czem ono polega, bośmy nie spotkali człowieka, któryby odeń był wolnym. Nie brak nam nogi ani ręki, nie brak wzroku i słuchu i wszystkich pięciu zmysłów: toż nie wiemy, że na innych gwiazdach żyjące istoty mieć mogą członki o tyle doskonalsze od naszych, jak nasze od twoich, i że zamiast naszych pięciu, dziesięć zmysłów mieć mogą, a każdy z tych zmysłów odsłania im światy tak osobne, jak nam wzrok i słuch i powonienie i smak i dotykanie...
I zapytał jeden z nas Mędrca, niedowierzając: — Jakież zjawisk światy ogarniałyby te istoty swemi dziesięciu zmysłami, skoro naszych pięć wystarcza, aby wszystkie ogarnąć zjawiska?
A Mędrzec odrzekł mu wtedy: — Czy wiedziałbyś, ty, kaleko, że róża pachnie, gdybyś nie miał powonienia? a róża pachniałaby przecie. Czy wiedziałbyś co o świetle, gdybyś był ślepym, a światło jednak świeciłoby, jak świeci. Pięciu zmysłami swemi ogarniasz te tylko zjawiska, do których odczucia te zmysły sposobne. O innych nie wiesz wcale, nie usłyszysz okiem, ani uchem nie ujrzysz. A więc nie mów, że po za światami tych zmysłów, już innych zjawisk i światów niema; dla ciebie ich tylko niema, boś ty kaleką...
A gdy to mówił Mędrzec, żebrak podniósł z ziemi kamień i rzucił w krzaki poblizkie. Zerwało się z krzaków ptactwo i, fruwając nad naszemi głowami, wzleciało w górę. A żebrak zwrócił się ku nam ze śmiechem:
— Ulećcie za niemi, kalecy!

Kraków.Mieczysław Pawlikowski.



Upominek - ozdobnik str. 158.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Mieczysław Gwalbert Pawlikowski.