O. Jan Beyzym T. J. i Trędowaci na Madagaskarze/List XLVI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Beyzym
Tytuł O. Jan Beyzym T. J. i Trędowaci na Madagaskarze
Redaktor Marcin Czermiński
Wydawca Redakcya »Missyj Katolickich«
Data wyd. 1904
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron




LIST XLVI.

Fianarantsoa, 12 listopada 1903 r.

Niedawno wysłałem list do Ojca, a teraz spieszę z wysłaniem obecnego, jakby w pogoń za poprzedzającym, bo zapomniałem Ojca prosić o rzecz bardzo dla mnie ważną, mianowicie: niech Ojciec z łaski swej ogłosi w »Misyach katolickich«, że ja pokornie, ale zarazem bardzo i bardzo proszę wszystkich, kto może i łaskaw, o rysunki. Rzecz ma się tak: budowa szybko, dzięki Bogu, postępuje, muszę zatem już teraz starać się o zabezpieczenie bytu przyszłych moich piskląt, jak co do ciała, tak co do duszy; poznałem wyraźnie z codziennego doświadczenia, że biblioteka niezbędna mi podwójna, to jest trochę książek do czytania, naturalnie w języku malgaskim, a daleko więcej rycin do oglądania, żeby zająć tych, co czytać nie umieją i nauczyć się wcale nie mogą. Jeżeli ich nie zająć czemś pożytecznem w niedziele, święta, wieczorami, zwłaszcza w porze suchej (tutejsza zima), kiedy dnie krótsze, a także podczas deszczów, kiedy zmuszeni są siedzieć w izbie, to będą tylko gadać i naturalnie, że to przelewanie z pustego w próżne nie obejdzie się w żaden sposób bez obmów, kłamstwa, oszczerstwa, brudów, kłótni, najczęściej połączonych z bijatykami, gdyż u nich wcale o to nie trudno i t. d., i t. d., słowem, jest to woda na dyabelski młyn, jak zwykle się dzieje po całym świecie między ludźmi, co nic nie robią. Z książkami do czytania kłopotu mieć nie będę, łatwo ich dostanę potrzebną ilość, bo najpierw, że mało który umie czytać i niekoniecznie łatwo się nauczy, a powtóre, że czarni literaci tak po największej części czytają, jak i w Europie ludzie nieoświeceni, to jest, że z liter pojedynczych potrafią lepiej lub gorzej sklejać wyrazy, ale co czytają, o tem najmniejszego nie mają pojęcia, jedną i tąż samą kartkę czarny literat przeczyta nie wiem ile razy z jednakowem zawsze zajęciem, bo nie rozumie wcale, co czyta. Mnie samemu często się zdarzyło spytać którego z czarnych czytaniem zajętego: Zrozumiałeś, coś przeczytał? Odpowiada: »Tak, wszystko rozumię.« Cóżeś zrozumiał, o czem tu mowa? zapytałem znowu. — Odpowiada: »Nie wiem.« Rozumię znaczy u nich, że każde słowo zosobna rozumie, ale co znaczy całe zdanie, to już nie rzecz literata, wcale się o to nie troszczą czytając. Takie rozumienie wcale nie pomaga w katechizowaniu, często się im co najprostszego tłumaczy i to bardzo nie wiele na raz, a potem zapytać: Rozumiesz moje słowa? Odpowie: »Tak, rozumię.« Cóż ja powiedziałem? Odpowie: »Nie wiem.« Widzi więc Ojciec, że z książkami do czytania kłopotu nie będzie, jakie dwie lub trzy książki ot już i jest biblioteka, z której korzystać będą mogli moi pacyenci nie inaczej, jak tylko wspólnie, to jest, że albo sam będę im czytał, tłumacząc zarazem o co im chodzi, albo każę któremu z nich czytać, a sam będę tłumaczył w czem rzecz.
Trudność wielka w tej mierze w rysunkach do oglądania. Nie mówię tu wcale o obrazkach, albo obrazkach świętych, bo to zupełnie inna rzecz, nie o to mi chodzi na razie. Trzeba mi mnóstwo rycin do oglądania, to jest: widoki, zwierzęta, ptaki, owady, kolej żelazną, okręty, wojsko, bitwy, kwiaty i t. d., słowem wszystko dobre, na co tylko patrzeć można, bo moja komenda nigdy nic nie widziała, wszystko zatem ich zajmuje, wszystkiemu się dziwią. Pomiędzy Malgaszami jest wielu, co nie wie np. co to koń, bo go nigdy nie widzieli. Rzecz jasna, że ryciny malowane przypadną więcej do gustu moim dzikusom, ale i nie malowanemi zajmą się chętnie i całkowicie, bo są nadzwyczaj ciekawi. Wiem, że jak po zakładach publicznych, tak i po prywatnych domach jest zwykle mnóstwo illustracyj najrozmaitszych, które jakiś czas walają się bez użytku po kątach, a wreszcie bywają zupełnie wyrzucane, dlatego proszę, żeby Ojciec był łaskaw ogłosić w »Misyach katolickich«, że tych illustracyj bardzo potrzebuję i pokornie o takowe upraszam. Osobnych rycin nie mogę dać moim pisklętom do oglądania, bo albo je prędko zniszczą, albo rozkradną; muszą te ryciny być koniecznie ponaklejane na papierze i oprawione, żeby je można było dawać do oglądania, jak zwykłe książki się dają; opisów żadnych do tych rycin nie trzeba, bo nikt tu ich czytać nie będzie, zajmowałoby to tylko miejsce niepotrzebnie w oprawionym zbiorze rycin. Introligatorów tu niema, gdybym więc dostał sporo takich rycin, nie wiedziałbym, jak i co z tem począć. Wielkiem byłoby zatem dobrodziejstwem dla mego schroniska, gdyby każdy, co będzie mógł i zechce zająć się zebraniem pewnej ilości rycin, był łaskaw dać je przedtem oprawić (jak najprościej rozumie się), a potem dopiero dać je Ojcu dla przesłania mnie.
To oglądanie rycin wydaje mi się bardzo skutecznym środkiem do zabezpieczenia od grzechu tych, co przez jakiś dłuższy przeciąg czasu muszą być w bezczynności, a zwłaszcza tych, co jeszcze nie są zbyt mocno chorzy, albo prawie zdrowi zupełnie, jak np. ci, co dopiero mają tylko plamy trądu i nic więcej. Dlatego choć pokornie, ale śmiało proszę wszystkich o tę łaskę, kto tylko może i chce mi ją wyświadczyć, wiem bowiem przytem na pewno, że im to Matka Najśw. stokrotnie po swojemu wynagrodzi. Kilkanaście, albo kilkadziesiąt rycin rozmaitych, oprawionych w jedną książkę, na pozór zdaje się to być nie zbyt wielką rzeczą, a tymczasem ilu to grzechom się przeszkodzi, i ile chwały Bożej przysporzy! Nie jedna dusza będzie za to wdzięczna wiecznie łaskawym dobroczyńcom. O grach, któreby mogły tu być użyte, też przemyśliwałem również jak o zabawkach dla dzieci, któremi, bez ubliżania im, mogę powiedzieć, starzy bawiliby się również chętnie jak dzieci, od których prawie niczem innem się nie różnią jak wzrostem i latami. Czy uwierzy Ojciec, że tu zepsucie do takiego stopnia posunięte, że nie odważyłbym się dać dziecku np. lalki do zabawy, bo z pewnością zaraz byłoby to powodem jakiejś niemoralności.
Kończąc bazgraninę, wszystkim Wam razem i każdemu zosobna winszuję Świąt i Nowego Roku i polecam Was opiece Matki Najświętszej.





Nowe ramy do obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, wyrzeźbione przez O. Beyzyma do kościoła trędowatych w Maranie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Marcin Czermiński, Jan Beyzym.