Resztki życia/Tom IV/XVII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Resztki życia
Wydawca Księgarnia Michała Glücksberga
Data wyd. 1860
Druk Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst tomu IV
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
XVII.
C


Cóż daléj? spytacie. — A nic dalej — odpowiem w pokorze. Powieść ta, jeżeli to powieść, o czem ja, między nami mówiąc powątpiewam, nie ma epilogu i końca.
Połowy tych postaci z któremiśmy zapoznali czytelnika, losów dalszych, mimo najusilniejszego badania, nie mogliśmy się dowiedziéć w żaden sposób. Posyłam świeżo umyślnego do Kaniowiec dla dopełnienia niektórych szczegółów biograficznych, i z żalem mi wyznać przychodzi, że nie przywiózł nic lub tak jak nic.
Czułym sercom głównie o to chodzić będzie zapewne, czy panna Adela wyszła za mąż i z kim się Oktaw ożenił; niezmiernie mi przykro, że nawet w tak ważnéj okoliczności zaspokoić ich nie mogę. — Wnioskuję wszakże że córka pani Poronieckiéj obrachowana na pół miliona posagu, młoda, piękna, miła, chociaż się zajmowała szpitalikiem dziecinnym (co nie pomaga do wyjścia za mąż), musiała jednak znaleźć pretendenta. Czy nim był Oktaw? nie wiem i nie śmiem się domyślać. Wiele prawdopodobieństw jest za tem, wiele przeciwko temu. Jeżelibym jednak pewne jakie o ich losie otrzymał późniéj wiadomości, nie omieszkam ich udzielić.
O innych quasi bohaterach powieści mam nieco choć podejrzanych szczegółów i tak:
Najprzód, xiądz dziekan utył i posiwiał, a na probostwie po danym pierwszym popędzie sam rzemieślniczą zaprowadził szkółkę, w celu dobrze obmyślanym pociągnienia do nauki dając przy niéj zarazem kawałek chleba. — Tym sposobem rodzice chętniéj posyłają mu dzieci, a sieroty uczą się pacierza i katechizmu od którychby inaczéj uciekały. Dla wielu chłopiąt uboższych nauka tu udziela się nie koniecznie zwykłym trybem przez czytanie i pisanie, bo nie każdemu to potrzebne, ale za to żywem słowem, opowiadaniem, rozmową, wpajają się w pamięć pierwsze główne zasady wiary, nauki życia, i wielkich prawd światem rządzących. Dziekan znajduje że pierwsi nauczyciele chrześcjan więcéj też usty niż piórem kazali i oświecali. Dynio choć tylko skromnego podejmował się kalafaktorstwa, doskonale wszakże przydał się na nauczyciela, a wesoły humor jego jest mu w tem wielką pomocą.
Nad zakładami żeńskiemi które wiedzie Podkomorzanka, Adela i kilka niewiast mieszczanek, radych że zostały przypuszczone do tego wraz z śmietanką towarzystwa, nadzór policyjny musiano powierzyć pannie Petronelli, trochę Fourierowską metodą zużytkowując jéj talent dobadywania się prawdy... Nietyle już zajmuje się ona towarzystwem, śledząc każdy ruch dziewczątek chodzących do szkółki i ochrony, i zmuszona wiedziéć ile gruszek zginęło w sadzie, z czyjego powodu i za czyją sprawą. Bywają przykłady, że wie nawet kto zjadł najdojrzalszą. Referendarz jest także honorowym opiekunem, rachmistrzem, kasjerem i buchalterem, on zbiera składki i niekiedy obcym daje do zrozumienia, że sam pierwszą myśl podał ku temu.
Pan Joachim silnie dotąd jest podejrzany o potajemną miłość dla panny Adeli, ale tak dobrze ją ukrywa, że chyba oko zazdrośnika wyśledzićby potrafiło. Jest on jednym z najgorliwszych członków stowarzyszenia, porzucił genealogje, napisał xiażeczkę dla dzieci, i codzień więcéj zajmuje się wielkiem zadaniem wychowania ludu.
Poroniecki zawsze jeszcze podobno poszukuje pojezuickich skarbów. W pierwszym korytarzu po usunięciu gruzów które Oktaw nosić pomagał, pokazało się wcale nie to co podług notaty być było powinno, wyszukał tedy innego przejścia i robił około niego rok cały, teraz pono czwartą już oczyszcza ciemnicę, niezmordowanie nad nią pracując. Niemniéj jednak chodzi do szkółek i uczy dzieci z innymi, co go nawet dosyć zajmuje, gdy w nich talentu dojrzy. Na ostatnie święta urządzono teatrzyk którego reżyserem był Poroniecki, przedstawienie zupełnie się powiodło, a mieszczanie Kaniowiec licznem zebraniem dowiedli wielkiego zamiłowania w sztuce dramatycznéj. Z żalem przychodzi mi wyznać, że autora sztuki i jéj przedmiotu dotąd dowiedziéć się nie mogłem, posądzano jednak Oktawa, który anonimem się zasłonił.
Szambelan mimo najlepszych chęci niebardzo był zrazu przydatny i nie mógł téj filantropji przystępnie zrozumieć, ruszał ramionami, szydził z niéj pocichu, ale podjął się przecie uczyć śpiewu i piosenek dzieciaków, i tak go to dziś zajmuje, że o niczem nie myśli tylko o mszy na cztery głosy, któréj partje rozpisał i nieustannie je u siebie powtarza. Powiadają że chciał być użyty i trochę nawet intrygował o to, by zostać dozorcą szkółki dziewcząt, coby mu dozwalało swobodnie starsze i piękniejsze głaskać pod brodę, ale dziś i to już sobie wyperswadował.
O Andzi znikłéj tak dziwnie, nikt dotąd w Kaniowcach nie wiedział, pustą jéj chatę oddano na szpital dla kalek i starców. Głucha wieść chodziła że dziewczyna miała gdzieś wstąpić do klasztoru, że stara Agafja zmarła w drodze do Częstochowy, choć inni z równą pewnością utrzymywali, że Andzię poślubił jakiś jegomość, że wyszła na wielką panią i z nieporównanym wdziękiem przyjmowała w salonie bardzo przyzwoitym roje cisnących się wielbicieli.
Malutkiewicz skończył podobno tłumaczenie tylko pierwszego Seneki, ale wszystkich ile ich było, i opatrzywszy komentarzem xięgę kontrowersji Rhetora, miał jechać do stolicy, pewien, że dzieło któremu życie poświęcił, sprzeda za bardzo znaczną summę jakiemu nakładcy, będąc przekonany że świat tęsknił i domagał się jak najpilniéj przekładu ulubionych jego moralistów — musiał się jednak zawieść w nadziejach, bo po odebraniu jakichś listów zaniechał podróży i posmutniał narzekając na zepsucie smaku i zmysłu moralnego w całym świecie.
Inni mieszkańcy wedle wszelkiego podobieństwa żyją dosyć szczęśliwi depcząc coraz głębiéj ścieżki na Dworkowéj ulicy, i nie czują ciężaru resztek życia, które zużytkować potrafili, czego życząc sobie i czytelnikom, mam honor zostawać z prawdziwym szacunkiem, najniższym ich sługą.

J. I. Kraszewski.

Żytomierz. Wenecja. Rzym. Paryż.
Drezno. Żytomierz. 1858.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.