Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/272

Ta strona została uwierzytelniona.


wzorów do naśladowania; najbliżej zaś jego stojąca inteligencja, bawiąc się zawsze w panów, zawiniła w dziejach kapitalnie i teraz owocem wielkopańskości jest sumaryczne obdłużenie większej własności, ustawiczna ruina fortun i co za tem idzie — upadek godności i charakterów. Jedyną deską zbawienia może, być moralne przetworzenie się ziemian w duchu pracy uczciwej, umiejętnej przy warunkach zabiegliwości i oszczędności rzetelnej. Ojciec i matka przy zielonym stoliku — to zgorszenie dla dzieci! Lenistwo, które Kraszewski trafnie nazwał „rdzą na umyśle“, pycha lub bierność w rodzicach względem ideałów swojskich, to potok jadów trujących puszczony we wrażliwe serca młodszego pokolenia, a tego tak wiele wszędy w kraju biednym!... Niech synowie i córki widzą pracę rodziców w pocie czoła, ich ład i porządek, ich gorące uczucie i prawość w życiu, a sami pokochają trud i swojskość żarliwie; potrafią już wtedy utrzymać się i gospodarzyć na ojczystym zagonie i nie wypuszczą piędzi ziemi z rąk umiejętnych.
Źle z nami! Kraj, jak szeroki, pokryty całunem bierności, — istna pustynia śmierci!... Ohydne sobkowstwo zamyka serca i szkatuły na rygle stalowe, hultajstwo płynie przez brzegi „naczyń poważnych“ i plami wszystko dokoła... przez dziurawe nałogi przecieka czas drogi i pieniądze w ręce czyhających pasożytów, a jak się zdarzy potrzeba społeczna, to zaledwo setny obywatel (de nomine) skąpo obdarzy mizerję swojską... Nie wahajmy się powiedzieć głośno, iż niezależnie od pozorów, na tle bierności u nas: chciwość, rozrzutność, lekkomyślność i pycha są typami najpowszechniejszemi, a dach obywatelski zjawiskiem wyjątkowem! Leszczyńskich, Staszyców, Działyńskich, Baworowskich, Zamojskich, Moniuszków, Walewskich (świeżo zgasły) nam trzeba, a wieleż ich było i jest?!... Powtarzam: źle z nami!
Nietylko, że już nie mamy grosza do stracenia, lecz nawet szelągi zdobywać potrzeba w mozołach, aby z nich, według mądrej uwagi biskupa Warmińskiego, zrodziły się stopniowo trwałe bogactwa krajowe (satyra III). Któż nie zna owych wstrętnych parjasów ziemiaństwa, którzy, przez niedołęstwo i lekkomyślność potraciwszy fortuny naddziadów, napełniają bruki, poddasza i szpitale miejskie, ku przestrodze tych, co jeszcze nie opuścili zagona i penatów rodzinnych. Stokroć smutny i pouczający to widok, a jednak ogół nieopatrzny ziemian zdaje się nie pojmować groźnej przyszłości, skoro jedni po dawnemu hołdują tytułomanji, obczyźnie, złotemu cielcowi, nieustannym rozrywkom; inni uprawiają karciarstwo, tracą czas drogi, zadłużają się, wszyscy zaś niemal niecierpią prawdy szczerej, bez ogródek...
Żaden komunał domorosły o potrzebie zachowania, a więc i oszczędzania samych siebie, nie ostoi się wobec rozsądku. Bogdajby każda prawda wywoływała zawsze restytucje w czynach obywatelskich.
Marne są słowa i czyny oglądające się bojaźliwie na teraźniejszość, gdyż człek prawy tylko dla przyszłości działać powinien całem sercem, kładąc prawdę w osnowę swych obowiązków (Orzeszkowa w „Niwie“ za rok 1874, str. 632). Mówmy więc sobie prawdę śmiało, nie zaprzątając się zgoła niewczesnemi skrupułami i fałszywym wstydem przed obcymi, którzy nas wtedy uszanują bardziej.
Pracy obywatelskiej pole leży u nas odłogiem; gdy ktoś rzetelnie cnotliwy umiera i stanowisko jego zawakuje, zawsze rodzi się strach poważny o to, czy się znajdzie godny następca, chociaż duch obywatelski powinienby się objawiać w najgorętszej konkurencji o zaszczytną ze wszech miar rolę mecenasów, dobroczyńców, opiekunów wszelkich spraw żywotnych w kraju. Wprawdzie