Tako rzecze Zaratustra/Pieśń taneczna

<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł Pieśń taneczna
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część druga
Pobierz jako: Pobierz Cała część druga jako ePub Pobierz Cała część druga jako PDF Pobierz Cała część druga jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

PIEŚŃ TANECZNA

Pewnego wieczoru szedł Zaratustra wraz z uczniami przez las, a gdy zboczył z drogi w poszukiwaniu źródła, ujrzał się nagle na zielonej polanie, otoczonej zacisznie drzewami i zarosłą. Na murawie tańcowały dziewczęta, lecz skoro tylko spostrzegły Zaratustrę, zaniechały tańca. Zaratustra wszakże zbliżył się do nich przyjaźnie i rzekł w te słowa:
Nie przerywajcież sobie tańca, miłe dziewczęta! Nie zbliża się ku wam psowacz zabawy o złem spojrzeniu, ani też dziewcząt wróg.
Jam jest Boga obrońcą przed djabłem: ten zasię jest duchem ociężałości. Jakżebym ja, o lekkie, mógł być wrogiem boskich tańców? Lub też nóżek dziewczęcych o pięknych kostkach?
Lasem wprawdzie jestem i nocą drzew ciemnych: lecz kto się ciemni mej nie trwoży, znajdzie i girlandy róż pod memi cyprysami.
Znajdzie również i tego boga małego, który dziewczętom jest najdroższy: przy źródle spoczął on cicho z zamkniętemi oczami.
Zaprawdę, wśród jasnego dnia zasnął mi nicpoń! Czyżby za motylami zbytnio się uganiał?
Nie dąsajcież się na mnie, piękne tanecznice, jeśli skarcę nieco małego boga! Krzyczeć pewno będzie i płakać, — lecz śmiechu wart on i wtedy nawet, gdy płacze!
Ze łzami w oczach winien was w tan prosić; zaś wam do tańca ja sam zaśpiewam:
Pieśń taneczną i naigrawającą się z boga ociężałości, mego przenajwyższego, wielce potężnego djabła, o którym powiadają, jakoby był „panem świata“.
Taka jest pieśń, którą zaśpiewał Zaratustra, gdy Kupido z dziewczętami tańcowali społem.

W oczy twe spojrzałem niedawno, o życie! I w bezdeń, zda mi się, zapadłem.
Lecz ty wyciągnęłaś mnie złotą swą wędką, śmiejąc się drwiąco z tego, żem cię zwał bezdennem.
„Taką jest mowa wszystkich ryb, — rzekłaś, — czego one nie zgłębią, jest bezdenne.
A jam jest tylko zmienna, dzika, i we wszystkiem kobieta, i bynajmniej nie cnotliwa:
Aczkolwiek pośród was mężczyzn uchodzę za „głęboką“, „wierną“ i „tajemniczą“.
Lecz wy mężczyźni obdarzacie nas zawsze własnemi cnoty — o, wy cnotliwcy!“
I tak śmiała się, niepojęta; lecz ja niedowierzam ani jej, ani jej śmiechowi, ilekroć źle o sobie mówi.
A gdym raz z swą dziką mądrością sam na sam o niej rozmawiał, odparła mi gniewnie: „Ty pragniesz, pożądasz, kochasz, i dlatego tylko chwalisz życie!“
Omal, że w złość nie wpadłem i nie powiedziałem prawdy nadąsanej; a nie można złośliwiej odpowiedzieć, niż kiedy się własnej prawdzie „raz prawdę w oczy powie“.
Między nas trojgiem tak oto rzeczy stoją: z głębi serca kocham tylko życie — i, zaprawdę, najbardziej wówczas, kiedy go nienawidzę!
Że zaś jestem skłonny i mądrości, często zbyt nawet skłonny: dzieje się to dlatego, że tak bardzo przypomina mi ona życie!
Ma ona jej oczy, jej uśmiech, a nawet jej złotą wędkę czarowną: i cóżem ja winien, że one obie tak bardzo są do siebie podobne!
A gdy mnie raz zagadnęło życie: „Któż to jest ta twoja mądrość?“ Odpowiedziałem czemprędzej: „Ach! mądrość!...“
Pragnie się jej, lecz się nigdy nią nie nasyca; widzi się przez zasłony, chwyta przez sieci.
Czy jest piękna? Alboż ja wiem! Lecz najstarsze karpie brano na tę przynętę.
Jest zmienna i uparta; nieraz widziałem, że gryzła wargi, lub wiodła grzebień pod włos.
Może jest złą, fałszywą i zgoła kobietą; lecz gdy o sobie źle mówi, wówczas nęci najbardziej“.
Gdym to życiu powiedział, roześmiało się złośliwie i przymrużyło oczy. „O kimże ty to mówisz? Czy nie o mnie czasem?
A gdybyś nawet miał słuszność, — to czyż takie rzeczy mówi się prosto w oczy! No, ale teraz mów-że wreszcie i o swojej mądrości!“
Och, i znowuż oczyś swe rozchyliło, o życie ukochane! I w otchłań bezdenną, zda się, znowuż zapadłem. —
Tak śpiewał Zaratustra. Lecz gdy taniec się skończył i dziewczęta się rozeszły, nawiedził go smutek.
„Słońce dawno już zaszło, rzekł wreszcie; rośną stała się łąka, a z lasów chłodem powiało.
Coś nieznanego jest wkoło mnie i spoziera w zadumie. Jakto! Więc ty żyjesz jeszcze, Zaratustro?
Dlaczego? Po co? Przez co? Dokąd? Gdzie? Jak? Czyż to nie szaleństwo żyć jeszcze? —
Och, przyjaciele moi, wieczór to we mnie tak smutnie pyta. Wybaczcież mi to zasępienie!
Wieczór nastał: wybaczcież mi, że wieczór nastał!“

Tako rzecze Zaratustra.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.