<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Edward Odyniec
Tytuł Świat Duchów
Pochodzenie Poezye
cykl „Legendy“
Data wyd. 1874
Druk Drukarnia Gazety Lekarskiej
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
ŚWIAT DUCHÓW.



Już za górami słońce skonało:
Jakaż to wsparta na grobie,
Oczy zakrywszy chusteczką białą,
Płacze dziewica w żałobie?

Po kim to może płakać tak rzewnie? —
Ach! z niespłonionych jéj liców.
Z łez nietajonych, zgaduje pewnie,
Że to mogiła rodziców! —

Lecz oto słowik zamilknął w lesie,
Zdrój bliski ciszéj szeleści: —
Echo tłumiony głos ku nam niesie,
Słuchajmyż głosu boleści!

„Szczęśliwszy, kogo zaraz z powicia
„Los na sieroctwo przeznaczy!
„Bo choć nie dozna słodyczy życia,
„Nie dozna mojéj rozpaczy.

„Szczęśliwszy! kogo w młodości kwiecie
„W grobowéj zamknęli cieśni!
„Wesele tylko znając na świecie,
„O niém i śmierci sen prześni.

„A gdy go wreście po długiém spaniu
„Obudzi trąba Anioła,
„Wszystkich, co płakał przy pożegnaniu,
„Razem obaczy dokoła! —

„Lecz ja, niestety! w lat mych rozkwicie
„Szczęścia zgubiłam już drogę;
„Świat mi pustynią, ciężarem życie,
„A jednak umrzeć nie mogę! —

„O! Boże! czémże mogłam zasłużyć.
„Żeś moje prośby odrzucił:
„Ani dni szczęścia nie chciał przedłużyć,
„Ni dni boleści nie skrócił? —

„Gdzież jest ta dobroć, ta Twoja litość,
„W którem tak szczerze ufała?
„Gdybyś serc ludzkich przenikał skrytość,
„Czyżbyś mógł...“ — „Nie kończ, zuchwała!“

Krzyknął pustelnik, co już przez chwilę,
Wprzód się zbliżywszy nieznacznie.
Słuchał, na bliskiéj wsparty mogile,
A teraz mówić tak zacznie:

„Nie bluźń, szalona! zkąd ci ta śmiałość:
„Sąd woli Bożej rozbierać?
„O cóż Go wini bezbożna żałość? —
„Człowiek się rodzi umierać.

„Jednaż ty dźwigasz sieroctwa brzemię,
„By w grzeszne wpadać rozpacze? —
„Patrz, co tu grobów okrywa ziemię,
„Nad każdym grobem ktoś płacze!

„Zaprawdę, żalu ni łez twych rzewnych
„Usta me ganić nie mogą;
„Lecz i ja miałem rodziców, krewnych,
„A teraz nie mam nikogo.

„Co mnie kochało, co ja kochałem,
„Wszystko grób połknął głęboki;
„Płakałem nad nim — lecz nie szemrałem
„Na święte Boga wyroki.

„On téż pokornéj ulżył żałobie,
„I gdy mię żal zbyt dociskał,
„On mi pokazał drogę ku Sobie,
„I w Nimem wszystko odzyskał!

„A gdy goryczą zatrute lata
„W dzikiéj pustyni zamknąłem;
„A gdy umarły powabom świata,
„W Nim nowe życie zacząłem:

„On wzrok mój przetarł z omamień mroku,
„Duch z ziemskich wyrwał łańcuchów;
„On śmiertelnemu odsłonił oku
„Tajny śmiertelnym kraj duchów.

„Tam opłakanych łzami gorzkiemi
„Znowum obaczył przytomnie,
„Jako w powietrzu, skrzydły jasnemi,
Ulatywali kolo mnie.

„Bo kogo w życiu lubego mieli,
„Kto o nich pomni statecznie,
„Z tym oni zawsze; — śmierć ciała dzieli,
„Lecz związek duchów trwa wiecznie.

„I duchy widzą, i duchy czują,
„Gdy ich tu pomną i płaczą;
„Lecz uciekają, lecz odlatują,
„Przed nierozważną rozpaczą. —

„Więc gdy ci teraz wolniéj łzy płyną,
„Gdy ich twa rozpacz nie płoszy:
„Czyż nie doznajesz — wyznaj, dziewczyno!
„Jakiéjś tajemnéj rozkoszy?

„Widzę ją, widzę, jak się objawia
„W blasku twych oczu i liców;
„Czujesz — lecz nie wiész co ci ją sprawia,
„Nie widzisz lubych rodziców:

„Nie widzisz, jako w blasku miesięcznym
„Płyną schyleni ku tobie;
„Jak żal twój kojąc uśmiechem wdzięcznym,
„Cieszą się z żalu po sobie.

„Oni twych stróżów pełniąc powinność,
„Zawsze cię widzą i słyszą;
„Z radością każdą piękną twą czynność
„W księgę cnót ludzkich zapiszą.

„A gdy ich godna wytrwasz do końca,
„Wtenczas cię z ziemskich padołów,
„Strojni w weselne promienie słońca,
„Wzniosą w orszaku Aniołów! —

„Więc chociaż piękna żałość dziecinna,
„Ty i w sierocéj żałobie,
„Pomnij coś Bogu, pomnij coś winna
„Światu, i bliźnim, i sobie! —

„A teraz z Bogiem wracaj do domu!
„Lecz com ja tobie powiedział,
„Żeś mnie widziała — nie mów nikomu,
„Żeby nikt o mnie nie wiedział.“ —
1824.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Edward Odyniec.